Spoili olbrzyma gorzałką
2026-01-12 18:40:00(ost. akt: 2026-01-12 18:40:05)
Niedźwiedzi Róg to dzisiaj jedna z wielu mazurskich wsi widmo. Ożywa wraz ze słońcem i zamiera z deszczem. W tej wsi niegdyś mieszkał leśniczy, który ukochał bardziej sadzone przez siebie drzewa od własnej rodziny.
W Niedźwiedzim Rogu( niem. Bärenwinkel)) i okolicy najczęściej zachwycają Śniardwy, choć mi najbardziej urokliwy wydał się niewielki cmentarzyk, ale niech będzie.
"Wąską cieśniną wypływa żaglówka na przeogromną płaszczyznę Śniardw. Zrobiło się dziwnie spokojnie, najmniejszy podmuch nie mąci wodnego lustra. Żagle licznych łodzi zastygły w bezsile. Jasne kumulusy przeglądają się w ciemnoniebieskiej toni. Niewyraźną linijką majaczy odległy brzeg, w kilku miejscach horyzont prawie zupełnie zlewa się z wodą albo w ogóle niknie w spowiciu delikatniutkiej mgiełki. Woda opalizuje, połyskuje polami mocno polerowanego srebra. Stadko mew przysiadło, znieruchomiało, jakby i je urzekło poranne słońce.
Aż potem, po tym zapatrzeniu i zasłuchaniu całej natury lekka fala potoczy się przez wodę z łagodnym szumem, zagrają w jej załamaniach słoneczne refleksy. Płachty żagli wydymają się brzuchato, łodzie zrywają do przodu. Złoto miesza się ze srebrem, jak kosztowna zastawa na błękitnym tle wody. Mewy pojawiają się wielką chmarą, z wrzaskiem fruwając z miejsca na miejsce. Na niebie przybyło kumulusów.
Z prawa znaczy się mocnym konturem lasów Czarcia Wyspa. Dalej brzeg cofa się, aż niknie niemal w osiemnastokilometrowej przestrzeni wodnej. Potem pasemko niskiego, częścią nasiąkłego bagnami brzegu znowu się przybliża, znacząc się gdzieś wąskim gardłem przesmyku wiodącego na łabędzie Łuknajno. Po tej stronie prychając, posuwa się biały parowiec pasażerskiej żeglugi..."
Tak poetycko wypłynięcie z Bełdan na Śniardwy opisał przed ponad 50 laty Eugeniusz Pauszta w książce "Warmi i Mazury".
Owa Czarcia Wyspa to Czarci Ostrów, który leży dokładnie na przeciwko Niedźwiedziego Rogu. A obok jeszcze mamy na dokładkę Wyspę Pajęczą.
"O podaniach, związanych z Czarcią Wyspą na jeziorze Śniardwy, G. Ch. Pisanski w roku 1794 podaje, co następuje: Pospólstwo w całej tamecznej okolicy utrzymuje, że nazwa wyspy pochodzi od często ukazujących się tam widm. Tamże potrafią przytoczyć niezliczone opowieści i bajki o diabelskich poczwarach, ukazujących się bądź pod postacią lwa, bądź też czarnego psa, lub jakąś inną. Sieją one postrach wśród ludzi. Nieszczęście miało zaś często spotykać rybaków, którym rwały się sieci. Ukazywać się im wielkie skarby i opowiadali też tego rodzaju inne historyjki." - pisał Max P. Toppen w swoich "Wierzeniach mazurskich".
Czarcia Wyspa posłużyła też za tytuł zbioru "Czarci ostrów. Wielki zbiór podań ludowych z Mazur", które zebrał, przełożył i opracował Jerzy Marek Łapo. Znajdują się w nim trzy opowieści o Czarcim Ostrowie. Mi najbardziej przypadła do gustu ta o trzech młodzieńcach, którzy wybrali się tam łódką. Okazało się, że mieszkał tam olbrzym, którego ciało pokryte było "ognistorudymi włosami, a jego straszne oczy błyszczały na zielono" a zamiast paznokci miał pazury.
Olbrzym uwięził ich w chacie, ci jednak mieli podwójne szczęście. Po pierwsze po dużej ilości zjedzonych ryb bolał go brzuch, po drugie przybysze mieli ze sobą gorzałę, która dali mu do wypicia. "Gdy to uczynił zrobiło mu się lepiej i już mniej okrutnie spojrzał na młodych ludzi" - czytamy w "Czarcim Ostrowie" i w końcu puścił ich żywymi.
Wiele lat później Czarci Ostrów odkrył sam Fryderyk II Wielki, który nakazał ufortyfikować wyspę. Usypano tam szańce, postawiono spichlerze na żywność i koszary. Wszystko to poszło w rujnację, kiedy powstał w Giżycku Twierdza Boyen. Do dzisiaj pozostały już tylko resztki fundamentów i wały obronne.
Wyspę dobrze widać z Niedźwiedziego Rogu (Bärenwinkel), choć ku lepszej widoczności nieodzowna jest lornetka lub inny, poprawiający oko, sprzęt.
Dzisiaj wew wsi na stałe mieszka niewielu ludzi. Według oficjalnych danych z 2021 roku to 66 osób, w 2010 roku było ich 110. Dzisiaj to typowa mazurska wieś letniskowa z cenionym przez żeglarzy portem jachtowym.
Prawdziwą ozdobą wsi jest jednak zabytkowy cmentarz ewangelicki z mogiłą leśnika Maxa Klinge (1893-1951), który był Niemcem i nie znał języka polskiego, ale mimo to uparł się, aby pozostać nad Śniardwami. Leśniczym w Niedźwiedzim Rogu był od 1922 roku. Drzewa ich sadzenie i opieka nad nimi wypełniały mu całe życie. To dla nich pozostał, choć jego zona i dwoje dzieci wyjechały do Niemiec.
"Starzy mieszkańcy tego urokliwego fragmentu Mazur wspominają, że Max Klinge uznał, iż jego obowiązkiem jest codzienna troska o las, który powierzono jego opiece, bez względu na sytuację polityczną i gospodarczą. Jak rzadko kto rozumiał potrzeby Puszczy, wymagającej mądrej i systematycznej pracy człowieka. Tęsknił za najbliższymi, lecz nigdy się z nimi nie połączył" - wyczytałem w Myśliwcu Warmińsko-Mazurski z 2018 roku.
"On o niczym nie rozmawiał, tylko zawsze o przyrodzie" – wspominał go w Radio Olsztyn w 2014 roku ostatni Mazur z Niedźwiedziego Rogu
"On wybrał las, był rzadko przy kolacji przy obiedzie rzadko, chodził przez las wzdłuż i w poprzek piechotą cały czas chodził...Starał się prowadzić gospodarkę, tak jak kiedyś prowadził a to szło na odwrót, wycinanie tego pięknego lasu, który on hodował, spacerował i tłumaczył każdemu ile to drzewo ma lat ile tamto, to wszystko po kolei były zręby robione...serce nie wytrzymało" – można usłyszeć we wspomnianej audycji.
Max Klinge Spoczął na małym cmentarzu w Niedźwiedzim Rogu, wśród drzew, które sadził i pielęgnował. W 61 rocznicę śmierci postawiono nowy pomnik. Z zielonego granitu, bo taki pasował do leśnika. Zastąpił on wcześniejszy dębowy krucyfiks. Wykonał go Andrzej Arcimowicz, plastyk i projektant oraz autor książki "W Wejsunach i nieco dalej". Stary grób Klingego pokazał mu zmarły w 2012 roku Michał Issajewicz, jeden z wykonawców wyroku na kata Warszawy Franza Kutscherę.
oprac. Igor Hrywna




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez