Zaszkodziło nam zimne lato. W lipcu musieli włączyć kaloryfery

2025-08-31 09:54:47(ost. akt: 2025-08-31 09:59:54)

Autor zdjęcia: Andrzej Sprzączak

Mijające wakacje zapiszą się w historii mazurskiej turystyki jako wyjątkowe słabe. Według wstępnych szacunków samorządowców mazurskie miasteczka odwiedziło nawet 40 proc. mniej turystów, niż przed rokiem.
- Słaby, wyjątkowo słaby sezon - mówi burmistrz Mikołajek Piotr Jakubowski. Według jego oceny, w tym roku do tego mazurskiego kurortu przyjechało o 40 proc. mniej turystów, niż przed rokiem.
- Nasze tereny są odwiedzane, gdy jest ciepło. Przeważają odwiedziny weekendowe. Przywykliśmy już do tego - mówi burmistrz Mikołajek. Zapytany, czy tak znaczny ubytek turystów może zagrozić bankructwem przedsiębiorców powiedział, że „ma nadzieję, że nie”.
- Przetrwać pewnie przetrwają, ale o zarobieniu na tym sezonie mowy nie ma u zdecydowanej większości drobniejszych przedsiębiorców - podkreśla Piotr Jakubowski.
W tym roku właściciele małych pensjonatów nie tylko mieli mniej gości, ale i większe koszty prowadzenia lokali. Właścicielka małego hotelu pod Mikołajkami w lipcu uruchamiała centralne ogrzewanie, bo goście narzekali na chłód. Kominki przez całe dnie paliły się w niektórych restauracjach.
Podobnie do burmistrza Mikołajek mijający sezon postrzega burmistrz Olsztynka Robert Waraksa. - Pogoda absolutnie pokrzyżowała plany, przedsiębiorcy są załamani - przyznał. Waraksa przyznał, że dokładne dane o spadku liczby turystów będą znane, gdy samorząd podsumuje wpływy z opłaty, jaką wnoszą turyści, ale jak podkreślił, nikt nie ma wątpliwości, że pogoda - zwłaszcza zimny i mokry lipiec - odstraszyła turystów.
Waraksa podkreśla, że sposobem na złą pogodę powinny być atrakcje pod dachem, pozwalające turystom spędzić aktywnie czas, gdy nie mogą pójść na plażę, czy z powodu deszczu popływać kajakami, czy pojeździć rowerami. Tego typu miejsc w regionie brakuje.
Spadek liczby turystów zanotowało też bardzo popularne miejsce na Mazurach - była kwatera Hitlera „Wilczy Szaniec” w Gierłoży pod Kętrzynem. Jak informuje nadleśniczy Zenon Piotrowicz ze Srokowa, w tym roku miejsce to odwiedziło 270 tys. osób, to jest o 10 proc. mniej, niż o tej samej porze przed rokiem.
- My upatrujemy przyczyn w spadku liczby turystów nie tylko w pogodzie, bo nas ludzie odwiedzają i w niepogodę, ale w tym, że jest do nas utrudniony dojazd. W tym roku z powodu remontu zamknięta zupełnie jest droga Giżycko-Kętrzyn, więc by dojechać do nas od strony Giżycka turyści muszą nakładać sporo kilometrów. Nie działa też zupełnie kolej - wyliczał nadleśniczy, którego jednostka prowadzi Wilczy Szaniec.
W tym roku do Wilczego Szańca przyjechało znacznie więcej camperów - aż 4652. Z tego 1910 camperów nocowało na parkingach w kwaterze - jest tam pełne zaplecze socjalne - można się wykapać, umyć naczynia, działa restauracja. Z tego powodu Nadleśnictwo Srokowo zamierza zorganizować w Gierłoży pole dla camperów. - To jest wyraźny trend wzrostowy, będziemy myśleć o organizacji takiego camperowiska. Pewnie będzie nas to kosztowało ok. 600 tys. zł, ale myślimy o tym bardzo poważnie - przyznał Piotrowicz.

Ostatnia sobota i niedziela wakacji na Mazurach jest pochmurna i duszna. Turystów jest niewielu. (PAP)

jwo/ rbk/