Perły z mazurskiej łuski. Jak ukleja ze Śniardw podbiła Amerykę.

2026-02-22 12:00:00(ost. akt: 2026-02-22 16:06:06)

Autor zdjęcia: Igor Hrywna

Macie sposób na to jak przetransportować w zimie ponad 100 ton ryb żywych przez zamarźnięte jezioro. Nie da się? Da się. tak samo jak włączyć mazurską ukleje w łańcuch produkcji sztucznych pereł.
– W pobliżu naszego domu, niedaleko brzegu, zaobserwowaliśmy oznaki ogromnego stada leszczy. Na lodzie wytyczono zaciąg, a sieć opuszczono do wody. Każde skrzydło sieci miało 350 metrów długości; łącznie odławiano obszar o długości siedmiuset do ośmiuset metrów i szerokości osiemdziesięciu metrów.
Przez lśniącą, całkowicie pozbawioną śniegu pokrywę lodową widzieliśmy pod sobą wypełnioną po brzegi sieć. Wynik przerósł wszelkie oczekiwania; nawet najstarsi mieszkańcy nad jeziorem Śniardwy nie pamiętali takiego połowu. Przypadł nam bowiem połów leszcza w ilości 2500 cetnarów. – wspominał w latach 50. XX wieku połów ryb w Głodowie koło Rucianego Nida 1938 roku Heinrich Stoewahse.

Cetnar to 50 kilogramów. Wychodzi więc, że złowiono wtedy 125 ton tej ryby.

Choć może bardziej niezwykły był sposób transportu leszczy.

–Jak jednak udało nam się przetransportować ryby, które pluskały w szybko sprowadzonych sadzach, do najbliższej stacji kolejowej? Odległość do Mikołajek, skąd możliwy był transport kolejowy, wynosiła przecież dwanaście do trzynastu kilometrów, a chcieliśmy sprzedać leszcze żywe. Trudności było wiele, lecz w tamtych dniach przezwyciężyliśmy wszystkie przeszkody i cały nasz połów przeciągnęliśmy w skrzyniach rybackich o pojemności od osiemdziesięciu do stu cetnarów pod lodem aż do Mikołajek. Co to oznacza, potrafi ocenić jedynie fachowiec – wyjaśniał Heinrich Stoewahse.

Szczupak do Francji, sielawy do Szwajcarii

Głodowo nie leży nawet 15 kilometrów od Rucianego-Nidy, ale to zupełnie inny świat pełen totalnego spokoju, szczególnie poza sezonem. Dzisiaj to niewielka osada rybacko-turystyczna o długiej historii sięgającej XVII wieku. Najpierw była leśniczówka, potem rybacka osada. A pod koniec XIX wieku pojawił się w Głodowie Martin Stowahse, dziadek wspomnianego Heinricha.

Wydzierżawił Śniardwy i Roś, a potem Bełdany. Zatrudnił kilkudziesięciu rybaków, ponad 10 kobiet do szycia i naprawiania sieci i stworzył nowoczesną jak na tamte czasy firmę. Zbudował na przykład basen do przechowywania żywych ryb i zatrudnił 2 inspektorów, którzy zadaniem było kontrolowanie skali odłowy ryb. Jeżeli liczebność jakiegoś gatunku niebezpiecznie się zmniejszała to wstrzymywano połowy. Przestrzegano tez okresów tarła.

Firmę przejęli po nim syn i wnuk, wspomniany kilka linijek wyżej Heinrich Stoewahse. Gospodarstwo to było wtedy jednym z największych na Mazurach. Ryby sprzedawano nie tylko na rynku lokalnym, lecz także wysyłano do Niemiec, Polski, Szwajcarii i Francji. Duże szczupaki (ważące 7,5 do 17,5 kg) ze Śniardw trafiały na przykład do Francji a sielawy do Szwajcarii. Z kolei odławiane w kanale Jeglińskim węgorze trafiały do Szwecji.

Kobiety miały pełne ręce roboty

Niezwykła była jednak kariera pospolitej dzisiaj uklei. W dawnych bowiem czasach z ich drobnej, srebrzystej z metalicznym połyskiem i bardzo delikatnej łuski używano do produkcji esencji orientalnej (guaniny) a tej z kolei używano do wyrobu masy perłowej i sztucznych pereł między innymi na amerykański rynek.


Ukleje łowili rybacy z Głodowa, a ich oskrobywanie z łuski zajmowało się kilkadziesiąt Mazurek w Mikołajkach. I miały pełne ręce roboty, bo rybacy jednego dnia łowili nawet 15 – 25 ton uklei.

Po 1944 roku w Głodowie powstało Państwowe Gospodarstwo Rybackie, a za demokracji Gospodarstwo Rybackie Śniardwy, które do dzisiaj administruje między innymi tym jeziorem. Na miejscu można zanocować i wypożyczyć łódź wędkarską. A jeżeli nie będzie to kolidowało z pracą rybaków, to także wynająć kuter rybacki i popływać nim po Śniardwach. Na miejscu jest też plaża. Zimą zaś rybacy zapraszają z kolei na połowy podlodowe. Można też na miejscu kupić zezwolenie wędkarskie.

We wsi zachowały się resztki dawnego cmentarza.


Warto zajrzeć doi Głodowa, bo nadal trudno znaleźć tam innych ludzi, za to jest bardzo, bardzo dużo lasu. No i Śniardwy ma się prawie tylko dla siebie.

Igor Hrywna