Odbudują, co się spaliło. W Olsztynku będzie więcej Litwy
2026-03-26 12:10:00(ost. akt: 2026-03-26 12:50:53)
Mało kto już dzisiaj pamięta, że na północnych obrzeżach Mazur kończyła się niegdyś Pruska Litwa a w Gołdapi odprawiano nabożeństwa po litewsku? I nie tylko turyści ale i miejscowi z warmińsko-mazurskiego dziwią się dlaczego na słupie w podwęgorzewskim Kalu polski i niemiecki sąsiaduje z litewskim.
Czart skręcił im karki
Na starym cmentarzu w Kalu koło Węgorzewa stoi Kolumna Kalska (Kalski Słup) żywo przypominająca warmińskie kapliczki, choć postawili ją w połowie XVI wieku już protestanci. Według legendy upamiętnia miłosne harce czwórki kochanków, którym czort za karę skręcił im karki. Dlatego nie pochowano ich na uświęconej ziemi, ale nad pobliskim bagnem.
Jednak historycy przychylają się do opinii, że ta kolumna to w rzeczywistości kapliczka, którą wystawiono jako wotum dziękczynne Panu Bogu za zatrzymanie procesu podnoszenia się poziomu wód w okolicznych jeziorach.
Tak czy inaczej, węgorzewski pastor Wincenty Barfuss umieścił tam już po jej postawieniu
cztery tablice (odnowione na początku naszego stulecia). Postawił je ku przestrodze.
cztery tablice (odnowione na początku naszego stulecia). Postawił je ku przestrodze.
W 1564 roku w miejscowej karczmie lub może łaźni doszło bowiem do niesłychanej zbrodni. Zakazanej miłości oddawały się tam dwie pary upojonych alkoholem kochanków. Wtedy pojawić się tam miał szatan, który skręcił im karki po czym podpalił.
Na tablicach zaś napisał w trzech językach: polskim, niemieckim i po łacinie.
"W świąteczny dzień dwie pary gorącą miłością złączone tu zostały ogniem Wulkana naznaczone.
Ciała spalone oraz odarte ze wstydu chlubnego sąsiedzi odkryli na trzeci dzień dopiero.
I któż by nie uwierzył, że cichy ogień strawił kości tych, co praw boskich nie słuchają w skrytości.
Stąd nauka wypływa dla ciebie przechodniu pobożna, że to kara, bo bez Boga kochać nie można”.
Ciała spalone oraz odarte ze wstydu chlubnego sąsiedzi odkryli na trzeci dzień dopiero.
I któż by nie uwierzył, że cichy ogień strawił kości tych, co praw boskich nie słuchają w skrytości.
Stąd nauka wypływa dla ciebie przechodniu pobożna, że to kara, bo bez Boga kochać nie można”.
Krańce Mazur i Pruskiej Litwy
Zabrakło tam wtedy jednego języka, którym mówiła grupa mieszkańców terenów rozciągających się wzdłuż dzisiejszej granicy, między jeziorem Oświn a Dubeninkami. Błąd poprawiono przy okazji renowacji kolumny dodając też wersje litewską. Dzisiaj to właściwie jedyny materialny ślad, że przed wiekami tę część Mazur zamieszkiwali także Litwini.
Bo właśnie w okolicach Węgorzewa i Gołdapi kończyła się niegdyś historyczna Mała Litwa a Gołdap leżała jednocześnie na krańcach Pruskiej Litwy i Mazur.
Mała, czy jak kto woli Pruska Litwa, był to pas ciągnący się Od Kłajpedy do Gołdapi wzdłuż granicy Prus Książęcych i Rzeczypospolitej a potem Prus i Rosji, którego część mieszkańców stanowili Litwini a Prusy były kolebka litewskiego piśmiennictwa.
Działał tam m.in. Martynas Mažvydas, autor pierwszej książki w języku litewskim. Był to wydany w 1547 roku w Królewcu, a w 1663 roku ukazała się tam pierwsza gramatyka języka litewskiego. Z kolei największym XVIII wiecznym poetą był pastor Kristijonas Donelaitis, który urodził się koło Gąbina a zmarł w Tolminkiejmach (Tollmingkehmen), wsi położonej 12 kilometrów na północ od Gołdapi (teraz ros. Czistyje Prudy).
Z kolei w Geldapė (litewska nazwa Gołdapi) urodził się Jokūbas Brodovskis, który położył podwaliny pod nową leksykografię litewską.
Dżuma i ser tylżycki
Język litewski w Małej Litwie, podobnie jak polski na północnych Mazurach, cofał się pod naporem niemczyzny. Spory wpływ miała na to dżuma, która w latach 1709-1710 zabiła tysiące mieszkańców Prus. W parafii Banie Mazurskie umarło na nią ponad 2155 osób.
W ich miejsce na Litwie Pruskiej i północnych osiedlono 20 lat później 20 tysięcy osadników niemieckich z okolic Slazburga, którzy w Prusach szukali schronienia przed prześladowaniami ze strony katolików. To zasadniczo zmieniło tam stosunki narodowościowe. Niektórzy z nich osiedlili się w leżącej na obszarze Pruskiej Litwy Tylży i można spotkać czasami opinię, że to oni przywieźli (wynaleźli) ze sobą tradycje wyrabiania sera zwanego do dzisiaj serem tylżyckim. Z reguły jednak przyjmuje się, że to wynalazek późniejszych emigrantów ze Szwajcarii.
We wspomnianych Baniach Mazurskich język litewski w zniknął już na początku XVIII wieku. W pobliskim Żabinie w 1804 roku wśród przystępujących do komunii 1424 mówiło po niemiecku, 640 po polsku i 556 po litewsku.
Jeszcze na początku XIX wieku stałe nabożeństwa litewskie odbywały się we wszystkich parafiach protestanckich w powiecie gołdapskim.W 1878 roku nie odprawiano już ani jednego.
We wsiach, które w 1945 roku znalazły się w Polsce, zachowały się wtedy jednak jeszcze niewielkie skupiska litewskie. W Dubeninkach i Żytkiejmach, było to sumie ponad 1000 osób. Z czasem i oni się zniemczyli. Jednak w Dubeninkach jeszcze na początku XX wieku odprawiano tam msze po niemiecku, polsku (do dwa tygodnie) i okazjonalnie litewsku (5 razy w roku). Było to jedyne takie miejsce w Prusach.
W ówczesnym powiecie gołdapskim w 1837 roku według oficjalnego spisu 25 tysięcy mieszkańców uznano za Niemców, 3333 za Polaków i 2854 za Litwinów. 30 lat później było to 1947 Polaków i żadnego Litwina. I choć za Niemców uznawano wtedy także osoby dwujęzyczne, to nie zmienia to tego, że germanizacja czyniła szybkie postępy, szczególnie w południowej części Małej Litwy, mimo tego, że Litwini stawiali jej opór.
Trudni Litwini
– Jednak Litwini i tutaj są trudni. Mają poczucie, że są zanikająca narodowością. Język niemiecki dominuje w szkołach i komunikacji publicznej, a język litewski z roku na rok coraz bardziej jest wypierany. Ale gdy Polacy na Mazurach znoszą ten sam los cierpliwie, Litwini z największym uporem sprzeciwiają się procesowi germanizacji. To sprawia, że pozycja duchownych wobec nich jest szczególnie trudna; obwiniają księdza, że
razem z rządem zmierza do wytrzebienia ich litewskości i dlatego z góry odnoszą się z nieufnością do jego działalności duszpasterskiej – czytamy w protokole wizytacji na północy Pruskiej Litwy z 1891 roku, który przytacza Andreas Kossert w książce Prusy Wschodnie. Historia i mit".
razem z rządem zmierza do wytrzebienia ich litewskości i dlatego z góry odnoszą się z nieufnością do jego działalności duszpasterskiej – czytamy w protokole wizytacji na północy Pruskiej Litwy z 1891 roku, który przytacza Andreas Kossert w książce Prusy Wschodnie. Historia i mit".
Odbudują to, co się spaliło
Wiedza o tym, że o dzisiejsze warmińsko-mazurskie zahaczała Mała Litwa jest wiedzą mało znaną. Jak i to, że w Muzeum Budownictwa Ludowego Olsztynku znajduje się kilka eksponatów związanych z dziejami Pruskiej Litwy, z jej północnej części. To kopie budynków, które trafiły do Olsztynka wraz z przenosinami
skansenu z Królewca w latach 1938-1942. Teraz to się zmieni za sprawą projektu „Mała Litwa – Mazury. Lokalne dziedzictwo – transregionalna współpraca”.
skansenu z Królewca w latach 1938-1942. Teraz to się zmieni za sprawą projektu „Mała Litwa – Mazury. Lokalne dziedzictwo – transregionalna współpraca”.
W skansenie stanie kopia chałupy rybackiej z Gilge (teraz Matrosowo, wieś leżąca nad Zalewem Kurońskim, na północ od Królewca), która dołączy do już tam stojących stajni i wędzarni.
Zostaną też zrekonstruowane stajnia, stodoła i piwnica w już istniejącej już zagrodzie chłopskiej z Pempen, które uległy zniszczeniu po wojnie.
Podpisano już umowę w tej sprawie. – Przed nami intensywny czas pracy, ale też ogromna satysfakcja z tworzenia miejsca, które przybliża historię i dziedzictwo regionu – mówi Ewa Wrochna, Dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku.
– To bardzo potrzebna inwestycja. Mało kto z mieszkańców województwa wie, że tereny Małej Litwy historycznie znajdowały się także na obszarze Warmii i Mazur. Dlatego tak ważne jest, by o tym mówić i edukować, przede wszystkim młodych ludzi – podkreśla wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego Katarzyna Sobiech.
Ta inwestycja jest możliwa dzięki projektowi „Mała Litwa – Mazury. Lokalne dziedzictwo – transregionalna współpraca”, w którym uczestniczą nasze Muzeum Budownictwa Ludowego oraz Litewskie Muzeum Etnograficzne w Rumszyszkach. Całkowity budżet projektu to nieco ponad 1,5 miliona euro, z czego 895 tysięcy przepadło dla MBL. Dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej wyniosło 80%.
Zrekonstruowane obiekty zwiedzający mają zobaczyć w październiku 2027 roku.
oprac. Igor Hrywna




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez