Kosmiczna technologia ratuje życie na Mazurach

2026-04-29 07:57:10(ost. akt: 2026-04-29 08:11:05)

Autor zdjęcia: Andrzej Sprzączak

Pierwszym niebezpiecznym miejscem gdzie testowano aplikację było rondo na Osiedlu Generałów w Olsztynie. Nocą jej twórca jeździł po nim w tę i z powrotem, żeby ustalić idealny moment, w którym aplikacja powinna zacząć ostrzegać. Nie o kierowców jednak chodziło.
Ratownik Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego odbiera zgłoszenie SOS — i zamiast pytać: „Gdzie jesteś?", widzi dokładną pozycję żeglarza i obserwuje, jak się przemieszcza w czasie rzeczywistym. To nie science fiction — to aplikacja ŻEGLUJ!, stworzona przez olsztyńską firmę INFEO dzięki grantowi Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Ze współpracy lokalnej firmy technologicznej, Europejskiej Agencji Kosmicznej, naukowców pasjonatów z UWM oraz ratowników MOPR powstała aplikacja, której zaufało już 168 tys. żeglarzy. Co zbudowano z kosmicznego grantu? M.in. funkcję wyznaczania trasy, elementy rozszerzonej rzeczywistości oraz panel ratowniczy SOS z lokalizacją na żywo.

Lato, słońce, woda, łódka…

Wiatr wypełnia żagle, szoty i talia są wybrane, lekki przechył na prawą burtę, kierunek: Sztynort. Nagle jeden z członków załogi czuje się słabo, traci przytomność. Kapitan dzwoni na numer alarmowy przez aplikację ŻEGLUJ!. Dyspozytor CKRW MOPR odbiera zgłoszenie i automatycznie otrzymuje lokalizację. Ratownicy płynący z pomocą śledzą ruch użytkownika w czasie rzeczywistym. Funkcjonalność eliminuje najtrudniejszy element akcji: ustalanie położenia osoby potrzebującej pomocy.

– W naszej pracy ważny jest czas – mówi Daniel Borkowski, ratownik MOPR. – Bardzo często dzieje się tak, że osoby wzywające pomocy nie wiedzą, jak precyzyjnie podać miejsce, w którym aktualnie się znajdują. Tradycyjna lokalizacja polega na zebraniu konkretnych informacji od poszkodowanego. Dyspozytor skrzętnie przeprowadza wywiad, zadając pytania, gdzie poszkodowani się znajdują, w którą stronę płynęli, co mijali po drodze, itp. Jezioro to nie miasto, w którym są ulice i numery domów, gdzie też czasem dochodzi do problemów lokalizacyjnych. Niewątpliwie system, który oznacza nam miejsce na jeziorze i wyświetla je w aplikacji, realnie skraca do minimum czas naszego dotarcia na miejsce.

Co dokładnie aplikacja przekazuje do Centrum Koordynacji Ratownictwa Wodnego MOPR? Pozycję i czas z momentu wezwania pomocy, ślad (dryf) przez kolejne 30 minut, ostatnią znaną pozycję i jej czas, jeśli coś stanie się z urządzeniem. Jeśli ktoś zadzwoni na numer ratunkowy z pominięciem aplikacji, dyspozytor może ręcznie wprowadzić zgłoszenie, pod warunkiem że aplikacja ŻEGLUJ! jest włączona na telefonie potrzebującego. Pozycję widzą wyłącznie służby ratunkowe.

– Najprzyjemniejsze były testy tej funkcji – mówi Marcin Gryszko, twórca aplikacji. – Graliśmy w chowanego na jeziorach. Jedna łódka odpływała i wzywała pomoc, druga miała ją odnaleźć. Za pierwszym razem przez pomyłkę popędziliśmy ratować zupełnie innego żeglarza. Też miał włączoną aplikację. Druga próba była już bezbłędna.

Mapa zagrożeń i współpraca z MOPR

Kolejną funkcją wspierającą bezpieczeństwo na wodzie jest możliwość oznaczenia niebezpiecznych miejsc przez użytkowników aplikacji. Co zgłaszają żeglarze? Czasem piszą krótko: płytko 30 cm, płycizna, mielizna, kamienie, glony (mogą wkręcić się w silnik), sieci rybackie, tyczki wędkarskie. Czasem dokładniej: podbija miecz wysunięty do połowy, z prawej strony kanału wpływając do portu.

Na ekranie widzimy również, kto i kiedy dodał informację o przeszkodzie. MOPR weryfikuje wiele z tych miejsc, co jest widoczne w aplikacji. Jeśli nie zostały zbadane przez ratowników, pozostali użytkownicy mogą dać znać, czy problem wciąż występuje, czy nie. W ten sposób cała żeglarska społeczność może być zaangażowana w budowanie bezpieczeństwa na jeziorach.

– Zgłoszenia o niebezpieczeństwie znajdują się w różnych miejscach, nawet tych, które mają 30 m głębokości – mówi Daniel Borkowski. – Z reguły jest to przypadkowe oznaczenie, ale bywają różne przypadki. Zazwyczaj wracając z działań, staramy się weryfikować takie miejsca i potwierdzać lub negować występowanie zagrożenia. Inaczej ma się sprawa, jeśli zgłoszona przeszkoda jest w bliskim sąsiedztwie mielizny, która jest oznaczona. Wtedy bezwzględnie musimy wykluczyć, czy zagrożenie występuje, więc wypływamy na rejsy patrolowe z zadaniem weryfikacji takich miejsc.

Przeszkód zgłoszono dotąd 7760. MOPR zweryfikował blisko 1900: część potwierdził, część usunął jako nieaktualne. To naturalny efekt działania żywej, aktualizowanej na bieżąco mapy zagrożeń.

– Było kilka smaczków, które zaciekawiły nas jako zgłoszone miejsca niebezpieczne – mówi Daniel Borkowski. – Przykładem może być zgłoszenie z opisem „metalowy element unoszący się tuż pod powierzchnią wody”. Pierwsza weryfikacja niestety nie ujawniła zagrożenia. Jednak to zgłoszenie nie dawało nam spokoju. Postanowiliśmy sprawdzić je jeszcze raz. Okazało się, że metalowym elementem było nic innego jak… top masztu zatopionej żaglówki. Udało się to zweryfikować dopiero po zanurkowaniu.


Aplikacja może też ostrzegać o zbliżaniu się do przeszkody, jeśli użytkownik uruchomi funkcję śledzenia trasy. Sygnał ostrzegawczy jest dostosowany do prędkości łódki, np. przyjdzie wcześniej, gdy łódka porusza się szybciej. Wszystko obliczono tak, by dać załodze adekwatny czas na reakcję. Jak to obliczono?

– Pierwszym miejscem niebezpiecznym w aplikacji było rondo na Osiedlu Generałów w Olsztynie – mówi Marcin Gryszko. – To na nim testowałem system ostrzegania przed przeszkodą. Nocą jeździłem w tę i z powrotem, żeby ustalić idealny moment, w którym aplikacja powinna zacząć ostrzegać: nie za wcześnie, nie za późno. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak przyziemnie wyglądają kulisy powstawania nowych technologii.

Pomimo komercyjnego charakteru aplikacji ŻEGLUJ!, podstawowe funkcjonalności związane z bezpieczeństwem żeglarzy są i pozostaną darmowe.

Skąd w tym wszystkim Europejska Agencja Kosmiczna?

ESA kojarzy się z misjami kosmicznymi, ale jej technologie i programy satelitarne znajdują również szerokie zastosowanie cywilne, m.in. w nawigacji, pozycjonowaniu i obserwacji Ziemi. Jednym z takich programów jest NAVISP (ang. Navigation Innovation and Support Programme), czyli inicjatywa wspierająca rozwój technologii nawigacyjnych i pozycjonowania. Chodzi o wszystkie te sytuacje, gdy urządzenie musi wiedzieć, gdzie dokładnie jest — jak wtedy, gdy karetka musi dotrzeć pod właściwy adres w nieznanej okolicy, dron ma dostarczyć paczkę na konkretny balkon, albo kombajn sam prowadzi się po polu z dokładnością do centymetra.

Wyobraź sobie, że zamiast wpatrywać się w płaską mapę, widzisz przed sobą rzeczywisty widok z kamery, a na nim nałożone szlak, oznakowania, miejsca niebezpieczne. W dole ekranu jest fragment mapy, a wirtualna busola pokazuje na nim kierunek, w którym jesteś zwrócony. Jakbyś grał w grę, tylko że to twoja trasa przez jezioro. Doceni to każdy, kto z łódki lub kajaku kiedykolwiek musiał odnaleźć zarośnięte przez trzciny ujście rzeki lub kanału. Właśnie to oferuje rozszerzona rzeczywistość w połączeniu z precyzyjnym pozycjonowaniem.

NAVISP wspiera projekty łączące nawigację satelitarną z nowymi technologiami. W ramach programu firmy mogą ubiegać się o dofinansowanie, które pozwala im wejść w droższy, bardziej wymagający etap tworzenia produktu. Ten, na który często zwyczajnie nie stać małego, lokalnego gracza bez zewnętrznego wsparcia.

Z szansy skorzystała olsztyńska firma INFEO i z kosmicznego grantu zbudowała funkcje, które dziś wspierają żeglarzy i ratowników MOPR. Możliwe to było również dlatego, że Polska uczestniczy w finansowaniu programu NAVISP, wspierając tym samym konkurencyjność rodzimego przemysłu na europejskim rynku.

To konkretny przykład czegoś, o czym zwykle mówi się w abstrakcji: roli innowacji w gospodarce. Za pozyskane z zewnątrz pieniądze powstaje produkt, którego wcześniej nie było i który wnosi realną wartość dla mazurskiej turystyki i ludzi na wodzie.

Dno jeziora dokładniejsze niż niejedna mapa drogowa

Żeglarz patrzy na mapę w aplikacji i widzi nie tylko brzegi jeziora, ale też jego dno — każdą płyciznę, zagłębienie i przeszkodę pod powierzchnią wody. Skąd tak dokładne dane?

Tu zaczyna się kolejny wątek tej historii — nauka. Komercyjni dostawcy map morskich nie są zainteresowani mazurskimi jeziorami. Za małe zbiorniki, za mało opłacalny rynek, za drogi sprzęt. Lukę tę wypełnił Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Naukowcy z Wydziału Geoinżynierii: dr hab. inż. Dariusz Popielarczyk oraz dr inż. Tomasz Templin wsparli twórców aplikacji swoim doświadczeniem w dziedzinie batymetrii (badania kształtu dna akwenów) i geoinformatyki (tworzenia i analizy cyfrowych map oraz danych geograficznych). Powstały mapy, które pokazują głębokość wody w każdym punkcie trasy.

Dziś w aplikacji dostępne są mapy batymetryczne Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, Jeziora Ukiel w Olsztynie oraz Zalewu Zegrzyńskiego.

W tym miejscu widać, że aplikacja ŻEGLUJ! jest efektem sojuszu, który rzadko się zdarza. Lokalna firma technologiczna, środowisko akademickie, Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i Europejska Agencja Kosmiczna — każde z nich wniosło coś, czego pozostałe nie miały. Razem stworzyli narzędzie, które działa.

Jeśli wypływasz na mazurskie jeziora, pamiętaj o numerze alarmowym MOPR: 601 100 100.

źródło: infeo.pl