Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Podkowa na szczęście, czyli kowal w skansenie w Olsztynku

2014-07-03 12:18:58 (ost. akt: 2014-07-03 12:17:15)
Marcin Jaworski przy pracy w kuźni w olsztyneckim skansenie

Marcin Jaworski przy pracy w kuźni w olsztyneckim skansenie

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Rozmowa z Marcinem Jaworskim mieszkańcem Królikowa, kowalem w Muzeum Budownictwa Ludowego - Parku Etnograficznym (skansenie) w Olsztynku.

— Kowalstwo to zawód zanikający, tak przynajmniej można sądzić po zamkniętych kuźniach na wsi, gdzie budynki są przeznaczane na inne cele. A pan, młody człowiek, został kowalem. Dlaczego?



— W Królikowie koło Olsztynka, gdzie mieszkam, kowalem był mój dziadek Eugeniusz Bojanowski, który pracował w kuźni u pana Kwiatkowskiego. Podpatrywałem jego pracę i być może to zainspirowało mnie, aby poświęcić się kowalstwu. Tej kuźni w Królikowie już nie ma, budynek rozebrano, cegłę sprzedano, ale tradycja została podtrzymywana. Zostałem kowalem w tej wsi! Ukończyłem zasadniczą szkołę zawodową w Olsztynku na kierunku ślusarsko-kowalskim. Mam w Królikowie swoją prywatną kuźnię, wykonuję w niej drobne usługi dla znajomych. Pracuję natomiast w olsztyneckim skansenie, jestem następcą dotychczasowego kowala Jana Gawędy, który po wielu latach wykonywania takich usług przeszedł na emeryturę. To był dopiero mistrz! Często przypatrywałem się jego pracy i to teraz procentuje.


— Czy kowalstwo jest trudnym zawodem, bo że niebezpiecznym, widać po pańskim skaleczonym palcu. Co się stało?



— Nic poważnego, nie trafiłem młotkiem w żelazo! Kowalstwo to ciężka praca, bo sam duży młot waży ponad 3 kilo. A przy tym profesja ta wymaga wiedzy o obróbce metali, precyzji wykonania detali a także "pomyślunku". Żeby, na przykład, haczyki, zawiasy, metalowe tablice z adresem właściciela, balustrady czy detale żelaznej bramy miały niepowtarzalny, oryginalny wygląd. To już nie tradycyjne kowalstwo ale artystyczne.
— Widzę, że robi pan pamiątkowe podkówki. A czy potrafiłby pan wykonać gwóźdź, normalnej wielkości podkowę i sam podkuć konia?
— Jasne, przecież się tego uczyłem! Zrobię podkowę małą i dużą. Tyle, że zapotrzebowania na te duże zbytnio nie ma, bo pociągowych koni na wsi jak na lekarstwo, zastępują je maszyny. Zresztą niekoniecznie trzeba konie podkuwać. Można stosować tylko rozczyszczanie kopyt, zabieg polegający na ścinaniu nadmiernie wyrośniętego roku kopytowego przy pomocy tarnika. To też wyższa szkoła jazdy. U nas, w Królikowie, dwóch, trzech gospodarzy ma konie, ale żaden jeszcze do mnie nie przyszedł, aby mu podkuć konia. W dzisiejszych czasach kowal z podkuwania koni nie wyżyje.

— Co składa się na warsztat kowalski?



— To co tutaj pan widzi. Wielkie kowadło o wadze 180 kg, zakończone takim zaokrąglonym rogiem, na którym można wykuwać detale, małe kowadło, duży młot kowalski i mały młotek, a ponadto palenisko na koks lub węgiel drzewny, spawarka, wiertarka, przecinarki, kleszcze, nożyce gilotynowe, stół warsztatowy i służące do nadmuchu powietrza miechy. Te ostatnie obsługiwał kiedyś uczeń kowala, nasze wyposażone są w silnik elektryczny, ale można zademonstrować, jak działają "na pych". Jest tu również w tej kuźni wiele innych akcesoriów kowalskich, a także starych wyrobów, które uratowano, żeby nie trafiły na złom.

— Przyjrzyjmy się na żywo, jak pan robi, na przykład podkówkę i zarazem komentuje wykonywane czynności. Zaczynamy!



— Wykorzystując plastyczne, naturalne właściwości metalu, które zwiększają się w wysokiej temperaturze, muszę go rozgrzać na palenisku do temperatury 900-1200 stopni, po czym chwytam w kleszcze i poddaję obróbce, żeby obrabianemu detalowi nadać pożądany kształt i rozmiar za pomocą młota i innych narzędzi. Wystarczy potem ostudzić wyrób i oto mamy piękną, miniaturową podkowę. Niech pan weźmie ją na pamiątkę.

— Do czego może służyć?



— Podkowy przynoszą właścicielowi szczęście.

— Turyści wypytują pana o szczegóły kowalskiego fachu?



— Jasne! Nawet niektóre pytania mnie rozbawiają. Na przykład kobiety pytają, czy mogą podkuć sobie buty. Raz zdarzyło się, że pewien pan zapytał, czy mogę podkuć mu. . . kozę. Po czym wskazał na towarzyszącą mu młodą dziewczynę.
Władysław Katarzyński
Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.
Zobacz w naszej bazie

Przewodnik lokalny

Zobacz także

  • Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku

    Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej...

    Bitwa była co prawda pod Grunwaldem, ale muzeum bitwy mieści się w Stębarku. Bo po prawdzie najsłynniejsza...

  • Muzeum Przyrody w Olsztynie

    Muzeum Przyrody w Olsztynie

    Muzeum Przyrody jest najmłodszym odziałem Muzeum Warmii i Mazur. Mieści się w wyremontowanym pałacyku...

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Polecamy