Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Sentymentalna podróż z mazurską serenadą w tle

2015-09-03 15:18:03 (ost. akt: 2015-09-03 15:53:16)
Jan Gierba ze skrzemieniałem drewnem sprzed 240-260 mln lat

Jan Gierba ze skrzemieniałem drewnem sprzed 240-260 mln lat

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

- Tu się urodziłem, tu jest mój Heimat, ojczyzna! – usłyszał pewnego razy strażnik leśny Jan Gierba ze Zgniłochy, kiedy chciał wylegitymować starszego pana, który wraz z żoną wypoczywał w środku lasu obok samochodu z niemiecką rejestracją. Okazało się, że to dawny znajomy, Horst Skischaly.

To miał być reportaż z letniego patrolu straży leśnej, z wątkami o zagrożeniu pożarowym, pozostawianiem przez niektórych turystów śmietnisk w lesie i zakłócaniem leśnej ciszy, a przerodził się w sentymentalna podróż w czasie, od wsi Zgniłocha w gminie Purda do Dębu w gminie Olsztynek. Rzecz dzieje się po obu stronach historycznej granicy pomiędzy Warmią i Mazurami.

Koguty pieją na trzy powiaty


Zgniłocha (przed wojna Gimmendorf, od nazwy jeziora Gim), wieś o tak mało „apetycznej” nazwie, znajduje się w południowo-zachodniej części powiatu olsztyńskiegi. O świcie budzą mieszkańców żurawie.
- Kiedyś leżała u zbiegu trzech powiatów! – opowiada Jan Gierba, który mieszka przy szosie.– Starzy Mazurzy śmiali się, że jak zapiał tu kogut, to we wszystkich trzech powiatach było go słychać!
Zabudowa wsi typu ulicówka, w części przedwojenna. W centrum 150-letnia, starannie zakonserwowana chałupa. Kiedyś była tu szkoła, dziś to budynek prywatny. Własnej świetlicy wieś nie posiada, jest za to ładny plac zabaw. Na przystanku plakat informujący o wiejskim festynie 15 sierpnia. Wśród atrakcji siłowanie się na rękę. Mile widziane panie.

Drzewo sprzed 240 milionów lat


Straż leśna z Jedwabna, której przewodzi Jan Gierba, fotograf przyrody, muzyk i miłośnik lokalnej historii, działa na obszarach siedmiu gmin, między innymi części gmin Purda i Olsztynek. Przed wyjazdem w teren przeglądam rodzinny album pana Jana ze starymi fotografiami. Pokazuje mi też skrzemieniałe drewno z kopalni żwiru (jak głosi tabliczka, sprzed 240-260 mln lat), dar kolegi. Darujemy sobie koncert na 70-letniej harmonii, na której pan Jan grał, akompaniując przez wiele lat kabaretowi „Remanent”, złożonemu z leśników i członków ich rodzin. Repertuar, naturalnie, „leśny”.

Wieś, której nie ma


Czas nagli. Jedziemy leśnymi drogami i bezdrożami w teren. Temperatura 32 stopnie. Ściółka leśna chrzęści pod oponami, w lasach ani śladu turysty, wszyscy w domach albo nad wodą. Od początku roku gaszono na terenie działania straży leśnej kilka pożarów, między innymi w lasach pod Zgniłochą.
Podążamy w kierunku nie istniejącej już wsi Małga, obiektu zainteresowania turystów i poszukiwaczy tzw. Skarbu Samsonowa, kasy pułkowej z okresu bitwy pod tannenbergiem. Olsztynek 20 km stąd.

Do tańca i do słuchania


- Niedługo po wojnie w Małdze, nazywanej przez mieszkańców Rudą, poznali się moja przyszła mama Wiera, wysiedlona z rodzicami w akcji „Wisła” z Otczyna koło Terespola z Władysławem Gierbą, osiedleńcem z Osowej koło Sobiboru – opowiada pan Jan. – Miejscowi Mazurzy, którzy nie uciekli przed frontem, mieli nakaz przewieźć z pociągu do wsi przybyszy z ich bagażami. On jej zaimponował umiejętnością gry na harmonii, na której grywał na weselach i zabawach, ona jemu tym, że posiadała jedyny we wsi aparat fotograficzny, przedwojenny Kodak, którym utrwalała przebieg rodzinnych i wiejskich uroczystości. Obie te pasje odziedziczyłem po moich rodzicach. Potrafię grać na akordeonie i do tańca, i do śpiewania, i do słuchania. Na przykład mazurską serenadę. Gra też moja córka Małgosia, absolwentka szkoły muzycznej.

Wysiedleni po raz drugi


W Małdze było kiedyś kilkanaście gospodarstw, część zajętych przez nowych osadników. Stał tu kościół ewangelicki. Modlili się w nim ewangelicy, katolicy, grekokatolicy. Wierze Gierba, która wyszła za Władysława, emerytowany leśniczy podarował przedwojennego Kodaka. Wśród fotografii scenki z życia szkoły, wiejskie dożynki a także „gospodarska” wizyta sekretarza partii na akcji zbierania stonki.
Pani Wiera była kierowniczką wiejskiego sklepu i punktu skupu zboża, mąż pracował w tartaku.
W 1953 roku Wiera Gierba została wysiedlona po raz drugi w życiu. Małga i inne okoliczne wioski miały zniknąć z powierzchni ziemi, wojsko przejęło je na poligon. Pani Wierze wymówiono dzierżawę sklepu, kazano zlikwidować skup. Wywózkę dokumentowała zdjęciami.

Nowy nagrobek na starym cmentarzu


Dojeżdżamy do Małgi, a właściwie tego, co z niej zostało, wieży kościoła, która służyła wojsku do obserwacji terenu. Na murach „autografy” turystów i żołnierzy z całej Polski. Dzisiaj to teren Lasów Państwowych, rezerwat przyrody Małga, ostoja żurawia i innych ptaków.
- Przez lata po wojsku różni tacy próbowali zbić klinkier na swoje domy z wieży kościoła, dostawiając tu drabinki - opowiada pan Jan. – Zakaz wstępu i kilka mandatów poskutkowało.
Z domu rodziców i dziadków Jana Gierby zostały tylko schody w chaszczach. W sąsiedztwie leżą ruiny szkoły. Widać tez pozostałości cmentarza z nowo położonym nagrobkiem. Widać, że ktoś o to dba. Spoczywają tu dawni mieszkańcy Małgi, Waltroud i Liesbet Mack, data śmierci 1945.

Mieszka tu Ewa Bem


Kilkaset metrów dalej wije się leniwie rzeka Omulew. Nad wodą świeże ślady po ognisku, butelki.
- Zapewne to kajakarze – stwierdza Jan Gierba. – W rezerwacie, podobnie jak w lesie, palić ognia nie wolno i ogromna większość turystów do tego się dostosowuje. Ale zdarzają się wyjątki.
Mijamy ruiny przedwojennego domku letniskowego. Jak wieść głosi, spędzała tu urlopy jakaś słynna niemiecka śpiewaczka operowa. Wstawała wczesnym rankiem i śpiewała, aż szyby w oknach drżały.
Dzisiaj te tereny upodobali sobie inni artyści. Od lat w Dłużku mieszka Ewa Bem.
W sąsiedztwie Omulwi bunkry i cmentarze z I wojny światowej. O cmentarze, pozostałość po wydarzeniach związanych ze zwycięska dla Niemców bitwą w sierpniu 1914 roku pod Tannenbergiem, dbają leśnicy i stowarzyszenia. Oto jeden z nich, z niemiecką tablicą pamiątkową. Spoczywa tu 166 żołnierzy rosyjskich i 14 niemieckich. Liczby te świadczą o różnicy w siłach, jakie dysponowały obie armie.

Lasu nie zamykamy, ale...


Jakiś brązowy kształt majaczy pomiędzy drzewami, piękny jeleń byk. Pan Jan chwyta za aparat fotograficzny.
- Od lat fotografuję dzikie zwierzęta – wyjaśnia. – Do najciekawszych należy zdjęcie dwóch szczeniaków wilka, dwóch saren o wschodzie słońca we mgle i lochy dzika z młodymi.
Wracamy na szosę. Warszawscy turyści narzekają, że niemal wszędzie ustawiono zakazy wjazdu, a oni chcieliby obejrzeć wały obronne z XII wieku. Muszą zostawić wóz na parkingu i dotrzeć tam pieszo.
– Przed nikim lasów nie zamykamy, bo to nasza wspólna własność, ale też nie możemy dopuścić, żeby je stratowano! – wyjaśnia Jan Gierba. – Dlatego pozostają tak piękne. Budujemy parkingi, ścieżki dydaktyczno-przyrodnicze, wytyczamy miejsce na biwaki, wykładamy worki na odpady. Ci, jak widzę, to turyści zdyscyplinowani. Interesuje ich historia. Nie tak, jak większość młodego pokolenia, w tym niestety harcerze. Kiedyś wędrowali po wsiach, spotykali się z Mazurami lub Warmiakami, zbierali różne historie. Dziś siedzą w obozowisku, nie znają historii terenu, który ich otacza i dziejów ludzi.

Z Małgi do Dębu


Jesienią 1953 roku ostatni mieszkańcy Małgi opuścili wieś. Gierbom wyznaczono do zasiedlenia dom w Dębie gmina Olsztynek, do którego teraz jedziemy. Po drodze leśne jezioro, w którym kąpią się turyści. Odnoszę wrażenie, że jestem nad Bałtykiem. Woda po pas, olbrzymia przestrzeń plaży.
- Susza! – wyjaśnia Jan Gierba. – Leśne bajora wyschły niemal zupełnie!
Dąb, przed wojna Dembenhofen, wieś przy szosie z Olsztynka do skrzyżowania na Zgniłochę. To tutaj w poniemieckim domu urodził się Jan Gierba. W tym miejscu uczył się kochać las, a dzisiaj go strzeże. Ojciec Władysław miał pierwszy we wsi samochód, amerykański Ford oraz pierwszy telewizor. Wieczorami spotykała się u nich cała wieś.

Znajomy spotkany po latach


- Naszym znajomym był Horst Skiskchaly, który potem wyjechał do Niemiec – opowiada. – Po latach spotkałem go znowu, przypadkowo. Wypoczywał na kocu w środku lasu. Obok stał samochód. Już chciałem ich pouczyć, kiedy usłyszałem: Jasiu? to ja, Horst! Tu się urodziłem, tu jest mój Heimat, ojczyzna! Potem był u mnie w Zgniłosze, w której mieszkam z rodziną od początku lat 80. kilka razy. Spoglądał z sentymentem na te lasy i mawiał: Życzę sobie, żeby po mojej śmierci nie chowano mnie tam, na obczyźnie, tylko tu, pod jakimś mazurskim świerkiem. Rodzina tego życzenia nie spełniła.
Władysław Katarzyński


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB