Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Dinozaury pana Wojtka, czyli nasz człowiek na pustyni Gobi

2016-11-18 12:59:41 (ost. akt: 2016-11-18 14:27:59)
Wojciech Skarżyński z gipsowym odlewem jednego z dinozaurów

Wojciech Skarżyński z gipsowym odlewem jednego z dinozaurów

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Rozmowa z Wojciechem Skarżyńskim, emerytowanym paleontologiem z Gaju pod Olsztynkiem. Wspominamy z nim wyprawy na pustynię Gobi w latach 60. i 70. XX wieku.

— W tym roku mija 45 lat od ostatniej polskiej wyprawy naukowej na pustynię Gobi w Mongolii, w której wziął pan udział. Odkryto wtedy m.in. szczątki dinozaura z grupy zauropodów, [b]opisthocoelicaudia skarzinskii, nazwanego tak od pańskiego nazwiska. Jakie to uczucie mieć „własnego” dinozaura?[/b]


— Niewątpliwie przyjemne, bo ta informacja jest w wielu fachowych książkach i opracowaniach naukowych. Ja już się do tego przyzwyczaiłem. Ot, taka ciekawostka przyrodnicza.

— Jak doszło do tego, że został pan paleontologiem?


— To była długa droga. Pochodzę z Warszawy. Moja mama pracowała przed wojną w ambasadzie brytyjskiej, a ojciec był zawodowym oficerem. Już ten fakt sprawił, że ja, absolwent technikum leśnego, po krótkiej przygodzie, kiedy pracowałem jako leśniczy w Bieszczadach, zostałem skierowany do kopalni węgla na Śląsku, aby w tak zwanym „czarnym batalionie” odbyć służbę wojskową. Po jej zakończeniu ciocia, która miała znajomości w Zakładzie Paleozoologii, później przekształconym w Instytut Paleobiologii Państwowej Akademii Nauk, załatwiła mi tam pracę. Pracowałem tam aż do emerytury. I tam właśnie wydarzyła się ta przygoda z Mongolią.

— Kto panu zaproponował udział w polskich wyprawach naukowych na pustynię Gobi?


— Współpraca pomiędzy polskimi i mongolskimi naukowcami w dziedzinie paleontologii sięga 1966 roku, kiedy została podpisana w tej sprawie umowa. W naszym instytucie wytypowano mnie jako specjalistę od zabezpieczenia znalezisk archeologicznych, wykonywania odlewów z masy papierowej i w gipsie oraz ich transporcie, bo Mongołowie nie zezwalali na wywożenie autentyków z ich kraju. Widocznie byłem w tym dobry, skoro włączono mnie do kilku wypraw w latach 1964-1971, kierowanych przez prof. Zofię Kielan-Jaworowską.
Plon badań był imponujący. Na pustyni Gobi, w kotlinie Nemeght, w miejscu, gdzie 80-100 mln lat temu żyły dinozaury, odsłoniliśmy szczątki setek z nich, tak mięsożernych, jak i roślinożernych. Po wykonaniu odlewów trafiły one do Muzeum Ziemi w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, zaś autentyki znalazły się w muzeum w stolicy Mongolii Ułan Bator. Wśród nich był wspomniany "mój" dinozaur, którego odkrył geolog Ryszard Gradziński, a ja jego kości pieczołowicie zabezpieczałem i wykonałem odlew. Upamiętniono to, dopisując do łacińskiej nazwy skarzinskii.

— Co o wiemy o tym gadzie?


— Był to największy roślinożerca wśród ówczesnych zwierząt lądowych. Żył 80 milionów lat temu, mierzył 13 metrów długości, miał pięć metrów wysokości i ważył kilkadziesiąt ton. Został prawdopodobnie pożarty przez drapieżniki. Po przywiezieniu odlewu do Warszawy i na podstawie innych materiałów dowodowych metodą porównań zrekonstruowałem jego szkielet.

— Czy właśnie takiego dinozaura możemy zobaczyć w filmie Stevena Spielberga „Park Jurajski”?


— Tak. Albo zwierzęta, które go przypominają.

— Jak pan przyjął dzieło Spielberga?


— Z zapartym tchem, bo tak sobie dinozaury wyobrażałem. Reszta to piękna bajka.

— W 1971 roku polskie wykopaliska w Mongolii dobiegły końca. Kiedy był pan tam ponownie?


— W różnych latach, ostatnio w 2008 roku na wycieczce z okazji 30-lecia polskiej wyprawy żaglowozami przez Gobi. Zwiedziłem wtedy muzeum paleontologii w Ułan Bator. Obecnie nie musimy już szukać szczątków dinozaurów w obcych krajach, bo istne cmentarzysko dinozaurów — i to sprzed 230 milionów lat — odkryto na początku lat 90. XX wieku w Krasiejewie koło Opola.
Od czasu filmu Spielberga dinozaury stały się bardzo popularne, co mnie ogromnie cieszy. Tworzy się parki rozrywki, gdzie ich figury są wielką atrakcją. Dinozaury są również bohaterami gier komputerowych. Czy odtworzymy kiedyś ich DNA, czy powołamy je do życia? Mam nadzieję, że tak, bo nauka robi ogromne postępy.
Władysław Katarzyński











Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.
Zobacz w naszej bazie

Przewodnik lokalny

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Polecamy