Leśniczówka Zdrużno
Fot. 1 Pan Śliwiński, ówczesny mieszkaniec leśniczówki, który po początkowo nieufnej postawie dla naszych działań przekonał się co do naszych intencji i udostępnił podwórko, podłączenie do prądu, wodę do przygotowania betonu itp. W grupie działali: znajomy Mariusz D., mój szwagier Mietek i nieletni wówczas syn Michał. Michał przypłacił akcję głębokim skaleczeniem dłoni, co skończyło się wyjazdem do Pisza i interwencją chirurgiczną. W tle budynek leśniczówki Zdrużno (niem. Eichenborn) Fot. 2 Przez wiele lat na miejscu cmentarza stał jeden krzyż. Pochowana pod nim była niejaka Luise Fuchs z domu Rode, zmarła w młodym wieku. Któregoś roku ze smutkiem stwierdziliśmy, że krzyż Luisy leży na ziemi i jest złamany. Spontanicznie podjęliśmy decyzję, żeby go naprawić. Wspomniany przeze mnie Mariusz D. wracał na krótko do Warszawy i zobowiązał się przywieźć odpowiednie materiały i narzędzia (cement, stalowe kątowniki i śruby, deski do szalunków i wiertarkę). W moim bagażniku samochodowym znalazłem preparat antykorozyjny i farbę bitumiczna pozostałą po zabezpieczaniu podwozia. W pracach pomógł nam pracownik Lasów Państwowych, pan Śliwiński udostępniając podwórko i umożliwiając podłączenie się do elektryczności. Po naprawie i wmurowaniu dużego krzyża okazało się, że pod ściółką leży jeszcze jeden, mniejszy, od którym był pochowany chłopiec Oskar Klimm. Ten krzyż także wmurowaliśmy w betonową podstawę, i zabezpieczyliśmy antykorozyjnie. Zdjęcie zostało wykonane po roku lub dwóch od naprawy. Z innych źródeł wiem, ze cmentarzyk został później otoczony drewnianym ogrodzeniem. Od tego czasu nie byłem już tam, ale miejsce odwiedzały moje dzieci. Fot 3. Leśniczówka Zdrużno (z lewej) i budynki gospodarcze widziane od południa - spod "drutów" Początek lat 1990-tych Fot. 4 Autor zdjęć i tekstów. (fot. samowyzwalacz)