Malutkie ptaszyny i wielki sukces

2017-09-08 12:00:00 (ost. akt: 2017-09-07 16:29:51)
piecuszek

piecuszek

Autor zdjęcia: Krzysztof Pawlukojć

W tym roku sporo czasu spędziłem na obserwacji piecuszków – niewielkich zielonkawoszarych ptaków z rodziny świstunek. W związku z tym mam kilka spostrzeżeń i wniosków. Po pierwsze: piecuszek piecuszkowi nie równy; po drugie: każdy piecuszek chce mieć pełny brzuszek; po trzecie zaś: kto piecuszka denerwuje, temu sprzęt się szybko psuje!

Nie ulega wątpliwości, że jestem pod wrażeniem piecuszków. Są niemal wszędzie. Zasiedlają zarówno centrum Warszawy, jak i odludne obszary rozległych puszcz, są na Mazurach, na Wybrzeżu, na zachodzie i południu. Można je spotkać w parkach, ogrodach, na miejskich skwerach, w dzikich i nieprzebytych dolinach rzecznych, obrzeżach jezior, śródpolnych zadrzewieniach, polanach, obrzeżach lasów…

Najlepiej się czują tam, gdzie luźny, niski drzewostan, gęsty podszyt i zakrzaczenia. Podoba się im nasz środkowoeuropejski klimat i co roku kilka milionów piecuszków planuje w naszym kraju się wybudować i założyć rodzinę. Gatunek osiągnął sukces, utrzymuje liczną populację, stał się jednym z naszych najpospolitszych ptaków.

Ptasi zmysł
Oczywiście te powodzenie nie przyszło samo, nie ma przypadku, to efekt pieczołowicie wypracowanej i wielokrotnie przećwiczonej strategii. To też pierwiastek tajemnicy, niewyjaśnionego ptasiego zmysłu, cudu, czegoś, co się w naszej ludzkiej głowie nie mieści. Pozornie wszystko wskazuje na to, że piecuszki są na zdecydowanie straconej pozycji, że ich wybory i zwyczaje nie sprzyjają możliwości przetrwania. Po pierwsze – gniazda! Swoje kuliste konstrukcje uwite z korzonków, traw, mchu i liści zakładają na ziemi, bądź tuż nad nią, maskując je gąszczu zarośli.

Wydaje się, że takie umiejscowienie to porażka. Koty, lisy, borsuki i inne drapieżniki tylko czekają na takie kąski, a i przypadkowy grzybiarz może nieświadomie rozdeptać takie „mieszkanko”. Żeby chronić jaja, a później pisklęta ptaki muszą chyba dokonywać jakichś nadprzyrodzonych trików. A bezpieczeństwo przychówku dla tych ptaków to priorytet, gdyż w sezonie wyprowadzają tylko jeden lęg. Nie ma możliwości błędu i przeoczenia.

Charakterne maleństwa
Malutka to ptaszyna ten piecuszek. Mniejszy od wróbla. Tylko 10 gram, kilkanaście centymetrów. Ot, takie to mizerniutkie, spakowane w niewielkie ciałko, życie. Wiatr to poniesie, deszcz rozmyje… Tymczasem ten pozornie nietrwały piecuszek pokonuje ogromne odległości i każdą zimę spędza w środkowej lub nawet południowej Afryce.

Jesienny przelot odbywa się w sierpniu i wrześniu, a więc już możemy żegnać piecuszki, życząc im pomyślnych wiatrów i szczęśliwej podróży. Wydaje się, że taka mordercza podróż w dwie strony, pełna zagrożeń i niespodzianek, powinna solidnie zdziesiątkować populację. A one co roku wracają, równie liczne i już od połowy kwietnia w całym kraju słychać ich charakterystyczny, fletowy śpiew.

Małe to ptaki, ale charakterne, biorą się z życiem za bary, do tego upór i nieustępliwość – być może to przekuwa się w ich powodzenie. Doświadczyłem tej piecuszkowej zadziorności osobiście, kiedy wiosennym porankiem w pasie przybrzeżnych zarośli, nisko na gałęzi, powiesiłem głośnik i odtworzyłem głos piecuszka. W ciągu minuty pojawił się samozwańczy właściciel rewiru, który szybko zlokalizował źródło dźwięku. Rozwścieczony samiec, mimo iż głośniczek nie przypominał nawet w najmniejszym stopniu innego piecuszka, postanowił samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość.

Zapalczywie i energicznie tłukł dziobkiem o obudowę, tak że trochę zacząłem obawiać się o kondycję sprzętu i po krótkich zmaganiach postanowiłem odłączyć swojego „mechanicznego piecuszka”. Co ciekawe, gdy badałem zachowania piecuszków w innych miejscach samce na podobny impuls reagowały różnie. Były piecuszki ciekawskie, były piecuszki zaintrygowane, zdarzały się też lekko onieśmielone, a niektóre tylko przelatywały i z ukrycia wypatrywały rywala. Może to właśnie ta elastyczność i różnorodność zachowań to klucz do sukcesu i trwałości gatunku.

Może to dla ogółu piecuszkowego dobrze, jeśli są różne podejścia, reakcje i zapędy. To też nauka dla nas. Szanujmy inność i różnorodność. To dobrze dla ogółu, że jeden lubi słuchać Pendereckiego, a inny Martyniuka; to dobrze, że jeden popiera koalicje, a inny opozycje; to dobrze, że jeden lubi balet, a inny boks… To wszystko tylko wzmacnia naszą populację… polską populację!


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Polecamy