Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Pod pełnymi żaglami w świat

2018-07-01 11:32:16 (ost. akt: 2018-06-30 17:24:30)
Pod pełnymi żaglami w świat

Autor zdjęcia: Archiwum Delphia Yachts

Nasza firma mocno się rozwija, rośnie wartość produkcyjna, a nasze jachty, są coraz bardziej skomplikowane i zaawansowane technologicznie — mówi Wojciech Kot, współwłaściciel Stoczni jachtowej Delphia Yacht w Olecku.

— Czy branża jachtowa jest kołem zamachowym gospodarki Warmii i Mazur?
— Wydaje mi się, że koło zamachowe to za dużo powiedziane. Raczej jest dobrym trybikiem nakręcającym w jakiś sposób koniunkturę w naszym województwie. Widać to w niektórych powiatach, na przykład w ostródzkim, gdzie jest kilka stoczni zwiększających swoją produkcję i zatrudnienie, także w Mrągowie oraz w Olecku. Wszystkie stocznie razem mają istotny wpływ na biznes Warmii i Mazur. Za stoczniami idą firmy produkujące m.in. żagle, osprzęt, tapicerkę, olinowanie. Przemysł jachtowy intensywnie się rozwija, a z tym wiąże się także budowa marin, restauracji, hoteli i całej niezbędnej infrastruktury, więc jedno nakręca drugie. Wszystko, co jest nam potrzebne do produkcji, staramy się kupować w Olecku lub w najbliższej okolicy. Może w skali niektórych firm nie kupujemy dużo, ale swoje robimy. Nakręcamy także koniunkturę hotelom, restauracjom, stacjom paliw, sklepom, bo w naszej firmie ciągle mamy gości z całego świata – dziś są u nas ponownie Chińczycy. Wielu z tych gości zachwyca się naszą okolicą i wraca tu na wypoczynek. Jesteśmy więc uzupełnieniem przemysłu. Nasza stocznia stale się rozbudowuje, tak jak i inne stocznie, co z kolei ma wpływ na branżę budowlaną. Zużywamy również dużo drewna, nie tylko egzotycznego, ale też zwykłego np. brzozę, świerk, czy sosnę, które kupujemy w okolicy. Śmiało więc mogę powtórzyć, że branża jachtowa jest ważna dla gospodarki naszego regionu.

— Jacht, zanim wypłynie na szerokie wody, musi być na nie przetransportowany. Jak Delphia to organizuje?
— W naszym województwie jest produkowanych ponad 7 tys. jachtów rocznie, a licząc, że wozi się je najczęściej po jednym, czasami po dwa lub trzy, to przekłada się na około 2,5 tys. tirów, które je przewożą i potem wracają. Delphia eksportuje jachty na cały świat, a naszym głównym rynkiem zbytu jest Europa Zachodnia i Skandynawia, i patrząc z perspektywy Olecka, nie mamy dobrych dróg transportowych. Za Wisłą z drogami jest już jako tako, ale do Wisły jest raczej przeważnie źle, zarówno w kierunku Warszawy czy Olsztyna. Jeżeli eksportujemy jachty drogą morską, to wozimy je do Kłajpedy albo do Hamburga i Bremy, bo stamtąd statki pływają do naszych docelowych portów odbioru. Gdańsk nie ma takich sieci połączeń, nie ma stałego połączenia kontenerowego np. do Filadelfii czy Bostonu, bo nasze jachty sprzedajemy też w Ameryce Północnej. Krótko mówiąc, transport jest dla nas dużym problemem i stąd ratowanie się przez Kłajpedę, która jest dla nas takim bypassem. Liczymy też na Via Balticę i mam nadzieję, że podłączenie do niej nastąpi jak najszybciej, oby też władze powiatu oleckiego rozumiały potrzebę podłączenia Olecka do tej drogi.

— Ilu pracowników zatrudnia Delphia Yachts?
— Delphia zatrudnia ponad 700 osób z powiatu oleckiego, głównie z gmin Olecko, Kowale Oleckie i Wieliczki i trochę mniej z gminy Świętajno, ale przyjeżdżają do nas pracownicy z Giżycka, Suwałk, Augustowa i Ełku. Te osoby otrzymują coraz wyższe wynagrodzenie, które zależy od koniunktury i naszych możliwości płatniczych. W ubiegłym roku płace naszych pracowników wzrosły od kilku do 10 procent, a w tym roku planujemy kolejne podwyżki od września. Myślę, że pracownicy w większości zarobione pieniądze wydają na terenie powiatu, choć oczywiście nie tylko, ale to też jest istotne dla lokalnej gospodarki. Nasza firma mocno się rozwija, rośnie nam wartość produkcyjna, na którą mają wpływ zmiany technologiczne i wyższe ceny, jakie uzyskujemy za nasze jachty, które są coraz bardziej skomplikowane i zaawansowane technologicznie. W naszej stoczni pracuje też stu pracowników z zagranicy, którzy mocno uzupełniają rynek. Dominują Ukraińcy, niektórzy mają polskie korzenie, a część z nich przyjechała z terenów zagrożonych wojną. Mają pozytywny wpływ na rynek, mimo że pieniądze, które zarobią, w większości przekazują rodzinie w swoim kraju, ale tu z kolei wynajmują mieszkania, powstało nawet kilka hosteli, robią zakupy w tutejszych sklepach, co też jest siłą napędzającą koniunkturę.

— Czy pana firma korzysta z pieniędzy z programów unijnych na innowacje?
— Przed rokiem skorzystaliśmy z takich funduszy i na terenie Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej wybudowaliśmy nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe, na co otrzymaliśmy około 30-procentową dotację, a cała inwestycja kosztowała 12,7 mln zł. CBR ma ponad 3 tys. mkw. powierzchni użytkowej. To jest bardzo nowoczesny zakład, który pozwala na stworzenie nowej generacji jachtów. Po jego oddaniu do użytku zebraliśmy w jednym miejscu załogę, która może zająć się podniesieniem jakości produkcji, ludzie są na tym skupieni i mają doskonałe warunki do pracy. W ciągu kilku lat będziemy CBR rozwijać, ale teraz musimy rozbudować przede wszystkim stolarnię, potrzebne też są kolejne hale. Obecnie jesteśmy bardzo skoncentrowani na sprawach produkcyjnych i na razie nie jesteśmy w stanie zajmować się wnioskami o dotacje unijne. Zresztą nigdy się nie koncentrowaliśmy na szukaniu dróg pozyskania funduszy, choć jak były oczywiste, to je pozyskiwaliśmy, ale to jest dla nas drugi etap. Najważniejszym jest dobra produkcja, jej przygotowanie, realizacja planów oraz inwestycje. Jeżeli można wykonać je przy wsparciu unijnym, to tym lepiej.

— Jakie perspektywy ma branża jachtowa?
— Jeżeli nie wybuchnie jakiś kryzys, taki jaki mieliśmy kilka lat temu, i gospodarka europejska będzie się stabilnie rozwijała na poziomie 2 procent, to sądzę, że będzie dobrze. Jest widoczna stała tendencja przenoszenia produkcji jachtów do Polski, dlatego że u nas płace w stosunku do np. francuskich są niższe, mimo że i u nas zarobki rosną. Przed miesiącem w Niemczech zbankrutowała druga pod względem wielkości stocznia europejska Bavaria. To raczej działa na naszą korzyść i uważam, że perspektywy dla polskiej branży jachtowej są dobre. Tak już jest, że jedni oddają teren, a drudzy na niego wchodzą. My idziemy do góry i jesteśmy jedną z trzech polskich stoczni, które idą na tym froncie przednim i zajmują coraz wyższe miejsca. Jak już wspomniałem, nasze jachty są coraz droższe i coraz lepsze, ale my też oddajmy pola, bo przed laty robiliśmy motorówki, które miały 4,60 m, 5,20 m, 5,80 m, 6,20 m i 6,80 m długości. Dzisiaj nasze podstawowe jachty mają 8 metrów, co jest dużą różnicą, bo to jest trzy razy droższy jacht i cztery razy bardziej skomplikowany, wymagający więcej czasu i pracy. Te mniejsze produkują inni, którym oddaliśmy pola. Polska jest obecnie za drogim krajem na produkcję na przykład kajaków czy małych motorówek i już są tacy, którzy próbują produkować je dalej na Wschodzie, bo tam jest zdecydowanie taniej. Powstają też nowe stocznie, ale małe, które są zakładami odtwarzającymi. Nie wydają pieniędzy na marketing, na rozwój, tylko odtwarzają to, co inni już zrobili. Po prostu wypełniają od dołu rynek. Tak jest w całym przemyśle, również jachtowym. Przyznam, że nasze jachty mają bardzo dobrą opinię i cieszą się dużą popularnością. Tak więc cały zespół musi wkładać ogromy wysiłek, by nadążać z produkcją coraz to bardziej skomplikowanych jednostek. Z tego powodu wciąż z chęcią zatrudniamy nowych specjalistów z całego kraju. Na razie nie otwieramy naszego przedstawicielstwa w Dubaju, a z kolei Chińczycy, z którymi prowadzimy rozmowy, są zainteresowani naszymi jachtami, ale chcieliby je kupować w większej ilości.

Zbigniew Malinowski
Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB