To nie Mazury, to Warmia

2011-08-12 13:18:34(ost. akt: 2013-11-07 14:20:17)
Barokowy kościół w Świętej Lipce

Barokowy kościół w Świętej Lipce

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Na wieś warmińską jedziemy w trójkę. Ich dwoje, od lat zaprzyjaźnionych, ja jako deser: może być, ale niekoniecznie.
Wieczorami słucham ich opowieści o kabarecie, z którym przed laty objeżdżali Polskę. Razem jeździli, śpiewali, bawili publiczność tekstami, na których cenzor PRL stawiał czerwoną pieczątkę, że akceptuje.
Zakwaterowaliśmy się w domku rodziny Madzi, nieopodal Biskupca. Domek ze zwierzyńcem oddano nam pod opiekę. Robimy co możemy, by sprostać nadziejom. Zdaje się, że nawet nam wychodzi.
Objeżdżamy też okolice. Nie wszystko jest doskonałe, jest wiele do zrobienia, ale mnie się tu podoba. Notuję każde poruszające mnie zdarzenie i opisuję, bo Warmio – tęsknią po tobie...


Obrazek 1


Święta Lipka. Lubię barok, ale na dużych przestrzeniach, ten mnie zakleszcza, osacza. Madzia jest innego zdanie, ma sympatię do miejsca i pewnie dlatego złoty styl jej odpowiada. Z uwagą, choć dyskretnie przyglądam się rodzinie sunącą na klęczkach wkoło ołtarza, wypraszającą łaski, albo kajającą się za grzechy. Myślę, że tak ciężkich nie mam i wierzę, że Bóg wysłucha moją modlitwę, w której dziękuję na stojąco za większe i małe dobra.
W Reszlu wystawa na zamku kusi pięknymi nazwiska polskich twórców, ale my przyjechaliśmy o wiele za późno, by ją obejrzeć, więc tylko korzystamy z kawiarni zamkowej. Wypijamy smakowitą kawę, podjadając szarlotkę, której smak jest po prostu boski. Madzia broni się przed spożyciem ciastka, za dużo kalorii już pochłonęła, za bardzo smakują jej tutejsze przysmaki regionalne. Tłumaczę po koleżeńsku, że najlepiej jest zmyć grzech grzechem, ale ona nie bardzo mi wierzy, bo 2 września szykuje się jej w Berlinie bal, na którym wejść musi w kreację już wcześniej zakupioną. Męczy się więc, biedaczka...
Wino zakupione w miejscowym sklepie monopolowym (ceny horrendalne, 2-3 razy droższe od zachodnich) jest – a dowiadujemy się o tym poniewczasie – rozlewane w kraju. Pewnie dodatkowo uszlachetnione, bo głowę rwie, że nawet wypuszczony drób o świcie spogląda na nas zdziwiony wielce i, nie powiem - z satysfakcją: „Macie za swoje” – zdaje się zwierzyna gdakać, kwakać i gęgać.
Kochany drobiu, przysięgam, nigdy więcej!

Obrazek 2


W miasteczku B. Marek robi ostatnie zakupy, ja siadam w ogródku kawiarni na rynku. Obok mnie rozsiadła się młodzież męska, dojrzewająca. Sączy piwko kulturalnie i rozmawia w języku, którego nie bardzo rozumiem. Dosyć frankofońska ta mowa, myślę, z przewagą głosek na r, ch, p i przecinkiem „k...wa”. Świetnie się rozumieją, choć szybko postrzegam, że ubożutka ich mowa. Od czasu do czasu przez nieuwagę wplątują słowa polskie i z tego wnioskuję, że przedmiotem rozmów jest życie młodzieży na wakacjach.


Obrazek 4


Szosy warmińskie okolone drzewami, a za oknem auta pejzaże, które budzą przecudne refleksje. Kręte drogi poprzedzielane liniami ciągłymi nie pozwalają Markowi rozwinięć szybkości. Mnie i Madzi się nie spieszy, ale Marek nie ma cierpliwości ciągnąć się za warkoczem aut, które pyrkają za rozłożystą maszyną rolniczą, zajmującą cały pas drogi. Korzysta z każdej okazji, by próbować ją wyprzedzić. W końcu się udaje, a ja, gdy wyprzedzamy dostrzegam minę rolnika, który pewnie rok cały czeka na okazję, gdy tak dostojnie, środkiem drogi wstrzymać ruch na Ziemi. Sezonowy Kopernik i już od razu daruję mu tę próżność. Każdy musi być kiedyś na swój sposób wielki!

Obrazek 5


Powinny być grzyby. Są! - zapewniają miejscowi. Idę więc w las. Już po kilku minutach wpadam w bagienko i budzę miliony stacjonujących tu komarów. Jak mogą najszybciej wycofuję się z okolicy. Prawie słyszę z mokradeł nawoływania „Uwaga, przyszła małpa w czerwonym” (jestem w sygnalizującej czerwonej kurtce) i rzucają się w każdą szczelinę mojej kurtki, by utoczyć sobie krwi. Już wiem – cała niemała populacja insektów nosić będzie w sobie moje DNA. Grzybów nie widzę, zajęta histerycznym opędzaniem się przed owadami, ale i tak los podstawia mi pod nogi trzy kozaki, które w biegu wykręcam z ziemi, bo z krzaków niepokojąco dochodzą jakieś chrum, chrum... a wiem, bo już przecież widziałam tu, nieopodal stawu, lochę z warchlakami. Lepiej nie burzyć harmonii lasu czerwienią kurtką...

Obrazek 6


Festyn na święto ziemniaka rozpala w ludziach skłonności ludyczne. „Leszcze” grają i śpiewają, a wkoło radość z przytupem. Sama kręcę biodrami i nucę pod nosem. Jeszcze przedtem były wypieki, wędliny i smakołyki z rodowodem kresowym, no i smakowita baba w restauracji, której ulotkę ktoś mi porwał (niech ma i skorzysta!). Tam zjedliśmy babę-laureatkę pierwszego miejsca z sosem grzybowym. Ta uczta lukullusowa odcisnęła się w pamięci. O tym i innym opowiadam swoim przyjaciołom i znajomym w Berlinie. Niech jadą, niech sami zobaczą i przeżyją.
Ja Warmią naprawdę polubiłam.

Rena Mikiel-Lewicz
Autorka jest dziennikarką, mieszka w Berlinie



Komentarze (9) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Redaktor #355432 | 178.235.*.* 19 sie 2011 20:08

    Czuję się trochę winny, bo to ja wymyśliłem tytuł. Oczywiście wiem, gdzie kończy się Warmia i zaczynają Mazury, ale przecież Autorka nie pisała, że Szczytno czy Święta Lipka leżą na Warmii. Po prostu podróżowała po naszej pięknej krainie, przekraczając co jakiś czas granice historycznej Warmii. Artykuł jest ciekawy i pięknie napisany, nie jest wykładem naukowym, lecz żywym reportażem. Myślę, że czytelnicy to doceniają. Pozdrawiam Panią, szanowna Pani Reno i zapraszam częściej - jako czytelniczkę i jako autorkę.

    odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Andy #355224 | 89.73.*.* 19 sie 2011 16:56

      Proszę się nie przejmować. Ścisłe granice Warmii, tak naprawdę, ważne są dla regionalistów, miłośników lokalnej historii itd. Droga Pani Reno Warmia ma rzeczywiście kształt zbliżony do trójkąta i "zahacza" o Reszel. To jedno z miast warmińskich. Ale Warmia kończy się tuż przed Świętą Lipką. Zresztą już o tym pisałem. Dla mnie (jako regionalisty) to ważne. Proszę, podróżując następnym razem zwróci uwagę na ilość kapliczek przydrożnych we wsiach warmińskich i mazurskich. p. leżące w Natangii Galiny - 1 lub 2 kapliczki, a oddalone o 5 km. ale warmińskie i mniejsze od Galin Wozławki - 8 kalpliczek i kilka krzyż przydrożnych. Łatwo zauważy różnice, nawet zza okien samochodu :-) Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych odwiedzin naszego regionu.

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. Rena M. #353971 | 91.66.*.* 18 sie 2011 16:11

        Warmia to podobno trójkąt o nieregularnych bokach; powiedziano mi, że zachacza o Reszel... Wprawdzie Redakcja sama wybrała tytuł, może nieco niefortunnie, może boleśnie naruszyła uczucia (sic!), ale... Kochani! było interesująco i cudownie - uwaga! - w Warmińskomazurskiem i o tym napisałam. Maślałam że rozbawię a widzę, że tylko podrażniłam, ach - mea culpa!

        odpowiedz na ten komentarz

      2. jacek: #350702 | 79.132.*.* 14 sie 2011 21:26

        Ale z tych zapisow mozna popasc w rozpacz,wiem ,ze kiedys poznawalo sie okolice po PGR-ach a nie po kamieniach.

        odpowiedz na ten komentarz

      3. Andy #349466 | 83.9.*.* 13 sie 2011 07:26

        Św. lipka to już Mazury. Warmia kończy się tuż przed nią od strony Reszla. Były tam takie kamienie graniczne, co je ukradli, a policja odzyskała i teraz zarządca drogi nie chce pozwolić na ich ponowne ustawienie. Ale tekst dobry. Pozdrawiam z Warmii :-)

        Ocena komentarza: warty uwagi (4) odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (9)