Most kolejowy w Kruklankach na dobrą sprawę nie istnieje. Od przeszło 60 lat jest tak naprawdę kupą gruzu. Mimo to warto tę ruinę zobaczyć i o niej poczytać. Zapraszamy.
Przełom XIX i XX wieku w Prusach Wschodnich to okres intensywnego rozwoju dróg, połączeń kolejowych oraz wodnych. Kruklanki znalazły się na trasie linii kolejowych łączących Giżycko z Węgorzewem (ukończenie budowy - przełom 1905 i 1906 roku) oraz do Olecka (ukończenie budowy w 1908 roku).
Ta olbrzymia inwestycja kolejowa pociągnęła za sobą powstanie całej infrastruktury: nasypów, wąwozów, dróg dojazdowych, wiaduktów, mostów, budynków dworcowych i mieszkalnych, przystanków kolejowych, ramp załadunkowych, nastawni itp. Jednym z takich obiektów, powstałych przy okazji tej ogromnej inwestycji, jest właśnie wspomniany most kolejowy nad rzeką Sapiną, zwany potocznie przez dzisiejszych mieszkańców "zwalonym mostem". Kiedy powstawał, był najtrudniejszym pod względem technicznym i finansowym przedsięwzięciem inżynierskim na odcinku Kruklanki - Olecko.
Była to budowla pięcioprzęsłowa, zbudowana z solidnego żelbetonu. Nie dane jej jednak było pełnić spokojnej służby w dobrze zorganizowanym pruskim kolejnictwie. Już w sierpniu 1914 roku, podczas l wojny światowej, saperzy niemieccy wysadzili jedno przęsło (wschodnie), aby nie oddać linii kolejowej wojskom rosyjskim. Kiedy zagrożenie rosyjskie minęło, zniszczenia zostały naprawione (jeszcze podczas taj samej wojny). Wprowadzono wówczas dodatkowe podpory łuków skrajnych oraz usunięto z zachowanych filarów płyty kamienne.
6 października 1944 roku po tym moście przejechał pociąg, wiozący do Kruklanek dowódcę Armii Krajowej generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Himmler w pobliskiej swojej kwaterze polowej w Brożówce chciał podjąć z generałem rozmowy na temat współpracy. Do rozmów jednak nie doszło, polski generał nie chciał nawet słyszeć o jakiejkolwiek współpracy z wrogiem.
W 1945 roku rosyjskie niebezpieczeństwo znowu pojawiło się na horyzoncie. Klęska hitlerowskich Niemiec była już nieunikniona, zwycięskie, nie znające litości wojska rosyjskie rozpoczęły "wyzwalanie" Prus wschodnich - głównie metodą rzezi miejscowej ludności, gwałtów i palenia całych miast i wsi. Niemcy przed spodziewanym nadejściem wojsk radzieckich most zaminowali, ukrywając detonator w schronie obserwacyjnym na szczycie wzgórza. Zabrakło jednak kropki nad i - nikt detonatora nie uruchomił i most doczekał w pełnej krasie przybycia radzieckich wyzwolicieli.
Tu dygresja: w okresie II wojny światowej powstał w okolicy Kruklanek system umocnień zbudowany z bunkrów żelbetowych i rowów, wchodzący w skład Giżyckiego Rejonu Umocnionego (GRU). Przy jego tworzeniu wykorzystano naturalne przeszkody terenowe – lasy, jeziora, przesmyki, pagórki. Ten silnie ufortyfikowany teren nie odegrał większej roli w czasie II wojny światowej. Zastosowane przez Armię Czerwoną manewry oskrzydlające spowodowały szybkie wycofanie się wojsk niemieckich. Rosjanie najpierw zabrali z bunkrów całe wyposażenie, które dało się zdemontować. Resztę po prostu wysadzili w powietrze. Pozostałości GRU to dzisiaj malownicze rumowiska, na które można się natknąć spacerując wśród lasów i pó
Most jednak przetrwał. Rosjanie ani myśleli go niszczyć; przejeżdżały po nim niezliczone ciężarówki, wywożące wszelakie dobra z Kruklanek i okolicznych wsi. Jakim cudem ukryte pod mostem ładunki przez pół roku nie wybuchły podczas tej intensywnej eksploatacji - pozostaje jedną z tajemnic historii. Ostatecznie 8 września 1945 roku most został wysadzony przez miejscową ludność, która miała nadzieję, że w ten sposób zapobiegnie dalszej grabieży tych terenów przez wojska radzieckie. Wygląda więc na to, że mieszkańcy dobrze wiedzieli o tych ładunkach i o zapalniku.
Wkrótce Kruklanki - podobnie jak większość obszaru byłych Prus Wschodnich - przejęła administracja polska. Rozpoczął się nowy rozdział historii Kruklanek, ale nie było w nim miejsca dla dawnego mostu kolejowego. Jego ruiny są dziś atrakcją historyczną i krajoznawczą. W pobliżu jest nawet wyznaczone miejsce na rozpalenie ogniska.
Adam Bartnikowski
Zobacz inne atrakcje Kruklanek.
Wybuch i niewybuch
Ta olbrzymia inwestycja kolejowa pociągnęła za sobą powstanie całej infrastruktury: nasypów, wąwozów, dróg dojazdowych, wiaduktów, mostów, budynków dworcowych i mieszkalnych, przystanków kolejowych, ramp załadunkowych, nastawni itp. Jednym z takich obiektów, powstałych przy okazji tej ogromnej inwestycji, jest właśnie wspomniany most kolejowy nad rzeką Sapiną, zwany potocznie przez dzisiejszych mieszkańców "zwalonym mostem". Kiedy powstawał, był najtrudniejszym pod względem technicznym i finansowym przedsięwzięciem inżynierskim na odcinku Kruklanki - Olecko.
Była to budowla pięcioprzęsłowa, zbudowana z solidnego żelbetonu. Nie dane jej jednak było pełnić spokojnej służby w dobrze zorganizowanym pruskim kolejnictwie. Już w sierpniu 1914 roku, podczas l wojny światowej, saperzy niemieccy wysadzili jedno przęsło (wschodnie), aby nie oddać linii kolejowej wojskom rosyjskim. Kiedy zagrożenie rosyjskie minęło, zniszczenia zostały naprawione (jeszcze podczas taj samej wojny). Wprowadzono wówczas dodatkowe podpory łuków skrajnych oraz usunięto z zachowanych filarów płyty kamienne.
6 października 1944 roku po tym moście przejechał pociąg, wiozący do Kruklanek dowódcę Armii Krajowej generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Himmler w pobliskiej swojej kwaterze polowej w Brożówce chciał podjąć z generałem rozmowy na temat współpracy. Do rozmów jednak nie doszło, polski generał nie chciał nawet słyszeć o jakiejkolwiek współpracy z wrogiem.
W 1945 roku rosyjskie niebezpieczeństwo znowu pojawiło się na horyzoncie. Klęska hitlerowskich Niemiec była już nieunikniona, zwycięskie, nie znające litości wojska rosyjskie rozpoczęły "wyzwalanie" Prus wschodnich - głównie metodą rzezi miejscowej ludności, gwałtów i palenia całych miast i wsi. Niemcy przed spodziewanym nadejściem wojsk radzieckich most zaminowali, ukrywając detonator w schronie obserwacyjnym na szczycie wzgórza. Zabrakło jednak kropki nad i - nikt detonatora nie uruchomił i most doczekał w pełnej krasie przybycia radzieckich wyzwolicieli.
Bunkry i rowy
Tu dygresja: w okresie II wojny światowej powstał w okolicy Kruklanek system umocnień zbudowany z bunkrów żelbetowych i rowów, wchodzący w skład Giżyckiego Rejonu Umocnionego (GRU). Przy jego tworzeniu wykorzystano naturalne przeszkody terenowe – lasy, jeziora, przesmyki, pagórki. Ten silnie ufortyfikowany teren nie odegrał większej roli w czasie II wojny światowej. Zastosowane przez Armię Czerwoną manewry oskrzydlające spowodowały szybkie wycofanie się wojsk niemieckich. Rosjanie najpierw zabrali z bunkrów całe wyposażenie, które dało się zdemontować. Resztę po prostu wysadzili w powietrze. Pozostałości GRU to dzisiaj malownicze rumowiska, na które można się natknąć spacerując wśród lasów i pó
Jazda po minach
Most jednak przetrwał. Rosjanie ani myśleli go niszczyć; przejeżdżały po nim niezliczone ciężarówki, wywożące wszelakie dobra z Kruklanek i okolicznych wsi. Jakim cudem ukryte pod mostem ładunki przez pół roku nie wybuchły podczas tej intensywnej eksploatacji - pozostaje jedną z tajemnic historii. Ostatecznie 8 września 1945 roku most został wysadzony przez miejscową ludność, która miała nadzieję, że w ten sposób zapobiegnie dalszej grabieży tych terenów przez wojska radzieckie. Wygląda więc na to, że mieszkańcy dobrze wiedzieli o tych ładunkach i o zapalniku.
Wkrótce Kruklanki - podobnie jak większość obszaru byłych Prus Wschodnich - przejęła administracja polska. Rozpoczął się nowy rozdział historii Kruklanek, ale nie było w nim miejsca dla dawnego mostu kolejowego. Jego ruiny są dziś atrakcją historyczną i krajoznawczą. W pobliżu jest nawet wyznaczone miejsce na rozpalenie ogniska.
Adam Bartnikowski
Zobacz inne atrakcje Kruklanek.












Komentarze
1
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
rowerzysta #530839 | 89.228.*.* 26-01-2012 21:04
byłem w Kruklankach przejazdem,bardzo fajna i klimatyczna wioska.Wiadukt robi wrażenie,mozna wejsc na jego ruiny i podziwiac okolice ze wzniesienia nieopodal. Niedaleko jest jez Gołdapiwo i Puszcza Borecka,wspaniała kraina,mam zamiar tam wrócic z rowerem oczywiscie i objechac okolce .To jedno z najciekawszych miejsc na Mazurach
Ocena komentarza: warty uwagi (1) !
odpowiedz na ten komentarz