Tatarskie kołduny pod Grunwaldem

2012-01-27 10:54:01 (ost. akt: 2012-01-27 11:36:04)
Brytyjski książę Karol podczas wizyty w gospodarstwie agroturystycznym "Tatarska jurta" Dżennety Bogdanowicz

Brytyjski książę Karol podczas wizyty w gospodarstwie agroturystycznym "Tatarska jurta" Dżennety Bogdanowicz

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne Dżennety Bogdanowicz

Co ma wspólnego brytyjski książę Karol z Bitwą pod Grunwaldem? Niby niewiele; jadł w pewnej podlaskiej wiosce tatarskie kołduny. Było to w gospodarstwie agroturystycznym, prowadzonym przez Tatarów, których przodkowie być może walczyli pod Grunwaldem.

Trochę to wszystko naciągane, ale czego się nie robi dla dobrej promocji. Skojarzenie brytyjskiego księcia z wielką bitwa z 1410 roku na pewno nikomu nie zaszkodzi, podobnie jak przypomnienie roli Tatarów w tym epokowym wydarzeniu.
Pod Grunwaldem w 1410 roku zwyciężył Władysław Jagiełło - polski król z litewskim rodowodem. W jego wielonarodowej armii walczyli m.in. Tatarzy - to ich pozorna ucieczka i błyskawiczny, niespodziewany atak był początkiem końca wielkiej bitwy. Po przeszło 600 latach udział Tatarów w wielkiej bitwie został doceniony, czego wyrazem był m.in. spotkanie pod hasłem "Tatarzy pod Grunwaldem. Historia — dziedzictwo - szanse" w Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku 21 stycznia 2012 roku.

Podczas tej imprezy rozmawiamy z Dżennetą Bogdanowicz, Tatarką z Kruszynian.

— Rozmawiamy w miejscu, gdzie 15 lipca 1410 roku wojska polsko-litewskie pokonały Krzyżaków. W armii księcia Witolda, jak pisze Długosz w swoich kronikach, był 300-osobowy oddział Tatarów, dowodzony przez Dżalal ad Dina. Dzisiaj pani serwuje tu kuchnię tatarską. Co pani czuje?


— Dreszcz emocji, magię tego miejsca, gdzie walczyli przodkowie współczesnych Tatarów. Wówczas ich rola w zwycięstwie grunwaldzkim była oceniana jako raczej marginalna, a przecież przyczynili się do wygranej. Cieszę się, że ten udział Tatarów w bitwie został dzisiaj mocno zaakcentowany w podsumowaniu projektu "Tatarzy pod Grunwaldem. Historia — dziedzictwo — szanse".

— Mieszka pani w tatarskiej wsi Kruszyniany, leżącej 50 kilometrów od Białegostoku. Skąd Tatarzy znaleźli się na Podlasiu?


— Przybyli na te ziemie, osadzeni w 1679 roku przez Jana III Sobieskiego. Wśród ich potomków był zamieszkały w Kruszynianach dziadek mojego męża, Ali Bogdanowicz. Mój z kolei dziadek, Samuel Bajraszewski, wywodzący się ze Słonimia pod Wołkowyskiem na Grodzieńszczyźnie, był przed wojną polskim oficerem. Jego najbliższą rodzinę zesłano na Syberię. Dziadek wstąpił do armii Andersa, przeszedł szlak bojowy. Ja sama mieszkałam kiedyś w Trzciance, mieście w województwie wielkopolskim, gdzie po wojnie, po zmianie granic, kierowali się tatarscy emigranci. Po wyjściu za mąż za Tatara Mirosława Bajraszewskiego, zamieszkałam z mężem w Sokółce. Ale potem zdecydowaliśmy, że wrócimy na ziemie jego dziadka, do Kruszynian, aby tu kultywować tatarską kulturę i tradycje.

— Czy w Kruszynianach zachowały się ślady tatarszczyzny?


— Przede wszystkim jesteśmy tu my, Tatarzy i bardzo dobrze się tutaj czujemy. Kruszyniany to miejscowość wielowyznaniowa, krzyżują się tutaj trzy wielkie religie: katolicka, prawosławna i muzułmańska i wszyscy żyją zgodnie, w atmosferze tolerancji, zrozumienia inności, tak jak to było kiedyś w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. My, muzułmanie, mamy w Kruszynianach swój drewniany meczet, podobno najstarszy w Polsce i liczący sobie trzy wieki mizar, czyli cmentarz, gdzie leżą nasi przodkowie. Są tu też przodkowie mojego męża, Bajraszewscy, którzy byli tatarską szlachtą.

— Dziesięć lat temu byłem w Kruszynianach i sąsiednich Bohonikach. Zafascynował mnie orientalny klimat tych miejscowości. Czy wykorzystujecie atuty turystyczne tej wsi?


— Tak, Kruszyniany leżą przy Szlaku Tatarskim. Wiele osób wykorzystuje to, utrzymując się z obsługi turystów. Ja z mężem prowadzimy gospodarstwo agroturystyczne pod nazwą "Tatarska Jurta", którego specjalnością są dania tatarskie. Nie zachował się, co prawda, po wiekach język tatarski, większość z nas, na skutek mieszanych małżeństw, zatraciła pierwotne rysy twarzy, ale pozostała religia — islam i kultura, której elementem jest między innymi regionalna kuchnia. Ale i tu do nas, do Kruszynian, zagląda wielki świat. W 2010 roku był w "Tatarskiej Jurcie", podczas swojej wizyty w Polsce, brytyjski książę Karol. Spróbował między innymi specjałów naszej kuchni, takich jak pierekaczewnik, ciasto wielowarstwowe z mięsem, serem lub grzybami, zarejestrowane w Unii Europejskiej jako potrawa regionalna. Obserwował też z zaciekawieniem, jak robimy kołduny tatarskie - pierogi z mięsem wołowym, podawane z rosołem. Każda Tatarka poznaje tajniki ich wyrabiania od dziecka, można ich spróbować tu, w mojej kuchni, pod Grunwaldem. Tatarska specyfika polega na tym, że wy spożywacie je od razu w rosole, a my „na sucho”, a rosół używamy do popicia.

— Wizyta takiej osobistości, jak książę Karol, to chyba znakomita promocja?


— O tak! Teraz możemy powiedzieć: to i to spróbował książę Karol! I Robert Makłowicz, i wiele innych osobistości też, które nas przez te lata odwiedziły! Jednym smakują pierekaczewniki i pierekacz, innym trybuszki, kibiny, pieremiacze, cebulniki, samsa, czibureki, manty, kryszonka, czynaki, czyli różne specjały kuchni tatarskiej.

— Pani serwuje pod Grunwaldem kołduny po tatarsku, chociaż ja oczekiwałem raczej tatara. Nie mogę powstrzymać się od pytania: czy befsztyk tatarski jest daniem typowo tatarskim?


— Jedni uważają, że tak, inni, że nie. Ja jestem przekonana, że to nasza narodowa potrawa. Sporządzali ją kiedyś z koniny wędrowni koczownicy. Trzymali ją pod siodłem, kulbaką, gdzie "dochodziła" podczas wypasania bydła i wojennych wypraw. Dodam tutaj, że wiele potraw, uważanych za charakterystyczne dla jakiegoś regionu, narodu, to potrawy nasze, tatarskie. A niektóre, jak pyzy z mięsem, przejęliśmy od innych narodów, robimy je po swojemu, nadając trochę inny smak. Sporo w naszej kuchni jest gęsiny, baraniny, jako muzułmanie nie uznajemy wieprzowiny.

Pani Dżenneta i pieczona gęś - Tatarzy nie uznają wieprzowiny.

— Kuchnia to domena kobiet. Jaką rolę kobieta spełnia w rodzinie tatarskiej?


— Bardzo ważną, chociaż ta rola się zmieniała w ciągu wieków, odkąd nasz naród przeszedł na życie osiadłe. Wcześniej, kiedy mężczyzna wyjeżdżał na wojnę, na wypasy, to żona przejmowała władzę w domu. Dzisiaj jest podział obowiązków, przykładem ja i mąż. Tatarskie kobiety studiują, zdobywają atrakcyjne zawody. Dodam, że moje dwie córki, Dżemila i Elwira- Fatima, studiowały na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, pierwsza politologię, druga towaroznawstwo. Trzecia, Tamira, studiuje też na UWM zootechnikę. Ja sama udzielam się w życiu społeczno-kulturalnym Kruszynian. Organizujemy tu, na przykład, Sabantuj, czyli tatarskie Święto Pługa, połączone z Ogólnopolskim Festiwalem Kuchni Tatarskiej oraz Festiwal Kultury i Tradycji Tatarów, podczas którego poprzez zabawę, taniec i muzykę, chcemy przybliżyć kulturę i religię tatarską. Tłumaczymy ludziom, że islam nie jest religią wojującą! Uważam, że takie podejście do tradycji przodków to mój obowiązek. Ta ciągłość i siła przetrwania jest nam, Tatarom mieszkającym w Polsce, niesłychanie potrzebna. Jest wśród nas wiele mieszanych małżeństw, ludzie emigrują z ziemi swoich przodków, zmieniają wyznanie. Wszystko to powoduje, że to, co tatarskie, się zaciera. Bardzo się ucieszyłam, kiedy tutaj, pod Grunwaldem, spotkałam ziomków, w tym z Olsztyna, jak Selim Chazbijewicz, profesor UWM, poeta, który ma korzenie tatarskie. Tym bardziej cieszy to, że niewielu już nas, Tatarów w Polsce i na Litwie zostało. Jak słyszałam, może z pięć tysięcy osób.

— Czy wychowała pani w tym duchu również swoje córki?


— Tak, interesują się historią naszego narodu, podobnie jak dwaj moi zięciowie, którzy są tu ze mną, pod Grunwaldem. Maciek Tolkowski jest Tatarem, a Maksymilian Witczak Polakiem. Jakże się ucieszyłam, kiedy córka Dżemila nadała imię Emir swojemu synowi!

Selim Chazbijewicz "Tatarski sen":
Mieszka we mnie Polak i Tatar
Jeden nosi maciejówkę drugi krymkę
Szablę w snach ostrą tak samo
Szalony poezją na stepach Kipczakut
Tatarską szablą walczę w Wielką Polskę
Wilcze futro z litewskich lasów
leży na obu tak samo


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.
Zobacz w naszej bazie
  • Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku

    Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej...

    Bitwa była co prawda pod Grunwaldem, ale muzeum bitwy mieści się w Stębarku. Bo po prawdzie najsłynniejsza...

Przewodniki lokalne

Zobacz także

Komentarze (9) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. chanifa #640713 | 89.161.*.* 16 kwi 2012 19:49

    Znam rodzinę Bogdanowiczów bardzo dobrze, w artykule jest zbyt dużo błędów rzeczowych. Nie wiem skąd te dane:((

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Podlasiak #535138 | 83.28.*.* 29 sty 2012 19:56

      Niestety, większość Polaków nie tylko nie zna historii Tatarów w Rzeczpospolitej, ale nawet swojego kraju. Żal mi was "Gdańsk" i "xun", bo z waszych wypowiedzi przebija tęsknota za rozumem. Twarze zapewne też macie nieskażone inteligencją. Pozdrawiam wszystkich polskich Tatarów, wspaniałych patriotów, którzy bronili granic Rzeczpospolitej począwszy od bitwy pod Grunwaldem, a skończywszy na II wojnie światowej. Sam prof. Benedykt Dybowski pisał o nich: "Ludzie wysokiej uczciwości, brzydzący się kłamstwem i obłudą, szczerzy, otwarci, stali w przyjaźni, uczynni i ofiarni".

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Podlasiak #534222 | 46.134.*.* 29 sty 2012 08:45

      XUN GDANSK jeżeli chcesz coś powiedzieć to się zastanów i nie obrażaj ludzi jak ich nie znasz, tatuś twój na pewno pochodził z książęcego rodu ,bo u ciebie widać ,,błękitną krew,, podaj herb ,wasz wysokość

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. xun #534043 | 109.231.*.* 28 sty 2012 23:58

      Ta pani i ten grubas w okularach coś upiekli. Na pewno to nie jest gęś. Wygląda raczej na pół czegoś co we wsi akurat samochód potrącił.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    4. Gdańsk #534036 | 109.231.*.* 28 sty 2012 23:51

      Ojciec mój opowiadał jak w latach 60-tych tam bywał. Biedota to taka hołota, po PGRach to to się ciągało, głodem przymierali. Podłogi w chałupach nie mieli tylko glina ubita ,klepisko. A teraz szlachta. Śmieszne. To nie ci Tatarzy co pod Grunwaldem i Wiedniem.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. Podlasiak #531738 | 46.134.*.* 27 sty 2012 13:46

        Pozdrawiam Tatarów, WIERNYCH z najwierniejszych ON nigdy nie zdradzili Polski stawali zawsze w jej obronie , chylę czoło.P.S .Moja Mama w Słonimiu miała serdeczną koleżankę p.Bajraszewską córkę oficera W.P. imienia nie pamiętam.Pozdrawiam Podlasiak.

        ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

        Polecamy