Napoleon znów zwyciężył pod Jonkowem

2012-03-26 14:17:20(ost. akt: 2013-03-25 14:18:04)
Zwycięski szturm armii Napoleona

Zwycięski szturm armii Napoleona

Autor zdjęcia: Paweł Kicowski

Zwycięstwem wojsk francuskich nad prusko-rosyjskimi zakończyła się w sobotę bitwa pod Jonkowem, nawiązująca do historycznych wydarzeń z 3 lutego 1807 roku. Na broń palną, armaty i moździerze walczyło ponad 200 rekonstruktorów.
Przedsmak bitwy mieszkańcy Jonkowa mieli już na dwie godziny przed bitwą, kiedy nieznani sprawcy podpalili trawę na "ruskim szańcu", gdzie ponad 200 lat temu starły się oba wojska. Ale chłopcy z Ochotniczej Straży Pożarnej stanęli na wysokości zadania. Organizatorzy cieszyli się, że dopisała pogoda i widzowie.

Jak jedna wielka rodzina


Na godzinę przed inscenizacją Napoleon, w którego wcielił się tradycyjnie Lech Przegaliński, prezes jonkowskiej OSP, dosiada klacz Wacię i cierpliwie pozuje fotoreporterom, popisując się przy tym wiedzą historyczną.
— Wtedy, w 1807 roku, żołnierze francuscy dokonali we wsi grabieży na mieszkańcach Jonkowa. Moi są przyjaźnie nastawieni — uspokaja.

Przed bitwą zgodnie gawędzą sobie żołnierze z obu armii, którym dla wzmocnienia kondycji przed bitwą strażacy z miejscowej OSP serwują z wojskowego kotła grochówkę z chlebem.
— My tutaj wszyscy jak jedna wielka rodzina, znamy się również z innych rekonstrukcji — wyznaje nam niezłą polszczyzną Ignas Babušis z Litwy, dowódca 129. Pułku Piechoty Francuskiej. I chwali się, że w pułku jest również dwóch Polaków. Wśród rekonstruktorów są także autentyczne rodziny, jak małżeństwo Rafał i Elwira Zembrzuscy z Wołmina.
— Czy pani też walczy? — pytamy, widząc mundur pani Elwiry. — Oczywiście, jestem na pierwszej linii frontu! — mówi z dumą. Po czym dołącza do parady, która rusza przez wieś na plac boju, na czele z Napoleonem, któremu Wacia zaczyna trochę brykać.
— Niech żyje Francja! — słychać wśród publiczności.

Jak idą w kupie, łatwiej ich trafić


Na polu za Jonkowem już na nich czekają. Pełno widzów.

Zobacz przemarsz wojsk francuskich i rosyjskich przed bitwą

— O, w tym roku kawalerii nie ma, pewnie z oszczędności! — domyśla się Romuald Kocięcki, właściciel kucyków, którymi wozi w sąsiedztwie dzieci. — Moje się nie nadają, są zbyt łagodne. Przerywa, bo francuscy dobosze dają sygnał do ataku na umocnienia z koszy szańcowych i kostek słomy, które zbudowali na wzgórzu Rosjanie i Prusacy. Dochodzi do krótkiej wymiany ognia z broni palnej. Po obu stronach ożywia się artyleria. Wybuchają petardy, płonie na polu szopa. Jegrzy rosyjscy i pruscy rozwijają tyralierę, tym samym odpowiadają im woltyżerowie francuscy.
— Dlaczego idą w takiej kupie? — gorączkuje się jeden z widzów. — Przecież łatwiej ich trafić. A nie mówiłem, już trzech padło!
— Zwarty szyk, taka była wtedy taktyka walki ! — poucza ktoś.


Wśród walczących Francuzów uwija się jak w ukropie kapelan. Ostatnie namaszczenie uzdrawia niektórych umierających. Po niemal godzinie wymiany ognia i starć wręcz następuje szturm wojsk napoleońskich i ucieczka Rosjan. Ci, co nie uszli, giną. Na zakończenie bitwy odbywa się prezentacja obu wojsk. Oklaski widzów. Ostatni wielki wybuch. To artyleria wystrzeliwuje marzannę. Po zakończeniu bitwy obie walczące strony maszerują zgodnie w kierunku szkoły, gdzie odbędzie się rozformowanie wojsk.
— Psia kość, ale pech! — klnie soczystą polszczyzną jeden z Francuzów. — Spodnie mi z tyłu pękły. Nie macie igły i nici, bo tu cały czas fotografują?
Podaję mu nici. Mocne, współczesne. Przed bitwą otrzymałem je od panów z Agencji Mienia Wojskowego, którzy ustawili tu stoisko.


Francuzi pojawili się w Prusach w styczniu 1807 roku. W bitwie pod Morągiem dali łupnia Rosjanom. Rosjanie okopali się w okolicy Jonkowa. Wojska rosyjskie liczyły około 80 tysięcy ludzi i ponad 500 armat.


Jak opisuje w książce "Dzieje Olsztyna" historyk Andrzej Wakar Napoleon kwaterował w Wielbarku od 31 stycznia do 2 lutego a noc z 2 na 3 lutego spędził na plebani w Pasymiu. Rankiem 3 lutego 1807 roku wjechał przez most św. Jana do Olsztyna.

Tego samego dnia z wieży kościoła w Gutkowie kierował ruchami swoich wojsk w potyczce z Rosjanami, która rozegrała się na równinie między wniesieniami Gutkowa i Jonkowa. Siły rozlokowane w okolicach Jonkowa Francuzi zaatakowali od strony wsi Barkweda. Wojska francuskie starły się tam z broniącymi przeprawy przez Łynę Rosjanami. Stojący nad Łyną pomnikowy dąb (podobno 600-letni) został na pamiątkę tej bitwy nazwany „Dębem Napoleona”.
Przed ostatnimi zabudowaniami Gutkowa, nieopodal kościoła w Jonkowie Rosjanie bronili się w miejscu, przed wiekami umocnionym przez Prusów, zwanym odtąd Ruskim Szańcem.

Okopani w okolicach Jonkowa Rosjanie czekali na przybycie pruskich posiłków. Okazało się, że te nie przybędą na czas. Dlatego Rosjanie postanowili wycofać się z tej pozycji wokół Jonkowa. Rankiem 4 lutego uderzył na nich Napoleon. Na samo Jonkowo uderzyło kilka tysięcy Francuzów. W tym czasie nie było tam już głównych rosyjskich sił, które odeszły na północ.

Francuzi nie zapisali się najlepiej w pamięci mieszkańców Jonkowa, w większości mówiących po polsku Warmiaków. Francuzi złupili wieś, a z miejscowego kościoła ukradli między innymi kielichy mszalne, lichtarze i monstrancję.

Ostateczne zwycięstwo Napoleon podczas kampanii 1807 odniósł w czerwcu pod Frydlandem. Potem w Tylży cesarz zawarł z Rosjanami zwycięski pokój, w wyniku czego powstało Księstwo Warszawskie.
Trochę historii::

Władysław Katarzyński



Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Bartek zwycięzca #615202 | 46.134.*.* 27 mar 2012 15:02

    Nie znudzi się wam tak co roku zwyciężać?

    odpowiedz na ten komentarz