Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Port to jest poezja

2016-05-10 09:03:22 (ost. akt: 2016-05-16 11:20:54)
Przystań żeglarska w Węgorzewie

Przystań żeglarska w Węgorzewie

Autor zdjęcia: Maria Olszowska

Pamiętacie ten słynny refren? "Port to jest poezja rumu i koniaku". Z tym rumem i koniakiem to raczej nie radzimy przesadzać, ale portową poezją można na Mazurach cieszyć się w wielu miejscach. Oto kilka z nich.

Rozpoczął się sezon żeglarski 2016 i jakby na zamówienie aura zmieniła się na prawdziwie wiosenną, a nawet prawie letnią. To ucieszyło zarówno żeglarzy jak i lądowych turystów, choć pejzaże w krainie Wielkich Jezior Mazurskich są piękne niezależnie od pogody. Nawet te spowite mgłą, deszczowe i sztormowe mają niepowtarzalny urok. Żeglarza denerwuje jedynie długotrwała flauta. Wówczas myszkuje się na kotwicy, a jacht porusza się wahadłowo na lewo i na prawo. Bardziej niecierpliwi włączają po prostu silnik i posuwają się z charakterystycznym perkotaniem, podziwiając krajobrazy, obserwując kwiaty i wodną roślinność, latające owady, słuchając śpiewu ptaków i obserwując wielkie ptasie drapieżniki wypatrujące zdobycz. A gdy nadchodzi sztorm trzeba poruszyć pokłady wyobraźni i pokory wobec potęgi wiatru i wody, nie lekceważyć tych żywiołów.

Pływanie po jeziorach to najlepsza forma obcowania z mazurską przyrodą i przygodą. Wielkie Jeziora Mazurskie (WJM) zmieniły się przez ostatnie lata. Powstały nowe porty, stanice i przystanie o różnym standardzie. Na szlaku funkcjonuje sieć ekologicznych przystani żeglarskich, czyli ekomariny z systemami odbioru i segregacji odpadów. Można tu opróżnić przenośne toalety, pozbyć się śmieci, pobrać czystą wodę, skorzystać z natrysków, pralni, zmywalni naczyń oraz punktu pomocy medycznej i naprawy jachtów. Ekomariny zapewniają także slipowanie jednostek pływających (wodowanie i wyciąganie jachtu z wody).

W trakcie dłuższego rejsu trzeba się zatrzymywać w jakimś porcie, aby zrobić zakupy i pozostać na spokojną noc szant i wspomnień. Często są to noce tętniące życiem do białego rana. "Port to są spotkania kumpli, co przed laty uwierzyli w ziemi czarodziejski kształt" śpiewał przed laty pochodzący z mazurskiego Szczytna Krzysztof Klenczon. Dla doświadczonego żeglarza każdy kolejny rejs jest dobrą okazją do cofnięcia się myślą wstecz, do zajrzenia w głąb siebie, aby poczuć tamte emocje, gdy było się młodym. Takie chwile są piękne i potrzebne. Wszak trudno być obojętnym wobec miejsc, w których przez sporą część życia odpoczywało się na łajbie.

Są porty, które przyciągają żeglarzy swoją atmosferą i do nich wraca się z sentymentem, bo zachowały dawny klimat. W takich miejscach odzywają się tęsknoty, które tkwią w każdym z nas. I każdego już dojrzałego wiekowo żeglarza siła wspomnień przyciąga do innego portu, w którym przed laty coś mu się przydarzyło. Bo żeglowanie dawniejsze było inne niż obecnie. Trwał w nas zielony czas, czas marzeń i tęsknot za lepszym życiem. Byliśmy młodzi, a młodych ciągnęło w nieznany świat, wtedy dla nas zamknięty.

Kilkadziesiąt lat temu na jeziorach z rzadka pojawiały się jachty kabinowe. Zazwyczaj były to omegi i też niezbyt liczne. Na biednych, spokojnych wsiach położonych wzdłuż szlaku sklepy świeciły pustkami. Na rejs trzeba było przywieźć zgromadzone, zdobyte wcześniej zapasy. Wodę do picia wystarczyło zaczerpnąć zza burty. Dopiero później na jeziora zaczęły się najazdy turystów. Dawniejsze Mikołajki były małym rybackim miasteczkiem z kilkoma pomostami, na których ucztowano. Teraz to znana stolica śródlądowego żeglarstwa. Dawna restauracja Sielawa przy nabrzeżu jeziora Mikołajskiego nie przypominała tej dzisiejszej. Ale dla zziębniętego, głodnego żeglarza z omegi to był dobry, ciepły, klimatyczny dom. Sala z latającymi kuflami po kolejnym wypitym piwie stawała się miejscem opowieści snutych do rana przy wspaniale przyrządzonej rybie. Po takich opowieściach zmieniało się spojrzenie na wiele spraw. I czas nabierał innego wymiaru.

Ten dawniej niewielki port rozbudowano w wioskę żeglarską, w której tylko gdzieniegdzie odnaleźć można zachowane fragmenty dawnej spokojnej przeszłości. Należy się z tym pogodzić, bo trzeba iść z duchem czasu. I po swojemu odnajdywać magię tamtych lat. Jako osoba w dojrzałym wieku przechowuję w pamięci wiele wspomnień z dawnych długich rejsów. Ilekroć przypływam do Węgorzewa, widzę oczami wyobraźni dawny mały, skromny porcik, w którym budowała jacht pewna lekarka z Warszawy... Dzisiaj to nowoczesny port Keja. Stylizowana tawerna o tej samej nazwie ze swoim wnętrzem i ciekawym menu przenosi nas w czasy piratów, Kaperów i morskich korsarzy. Z głośników płyną szanty. Tu jest magicznie i tu można się rozmarzyć. Klenczon śpiewał, że port to są zaklęcia starych kapitanów, którzy chcą wyruszyć w jeszcze jeden rejs. My, już niemłodzi, dołączymy do nich, póki całkiem nie zszarzeje w nas dawny zielony czas....
Ahoj!!

Maria Olszowska
Autorka jest emerytowaną nauczycielką biologii. Pochodzi z Krakowa, od trzydziestu lat mieszka w Mrągowie. Wciąż odkrywa piękno Mazur i chciałaby zachęcić innych do poznawania cudów tej krainy



Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ja #1989866 | 83.6.*.* 10 maj 2016 10:35

    jaka wieś?...Mikołajki prawa miejskie otrzymały w 1726 roku....

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)