Quadem po Mazurach
2011-08-12 12:31:29(ost. akt: 2012-08-08 10:29:25)
Prawie 500 kilometrów przejechała quadami po Mazurach grupa zapaleńców, określająca się mianem MotoBracia. Swoimi pojazdami docierali tam, gdzie zwykłe samochody nie mają dostępu.
To, że Mazury to cud natury już chyba wszyscy wiedzą, jednak trochę zapomniano o walorach historycznych warmińsko-mazurskiej krainy. Ekipa MotoBracia Off-Road Team postanowiła sama zobaczyć mazurskie cuda i historyczne atrakcje naszego województwa podczas turystycznego wyjazdu na quadach o nazwie MotoBracia Off-Road Masuria Tour.
Przygotowania do wyjazdu rozpoczęli już kilka tygodni wcześniej od wyznaczenia trasy przejazdu. Ponieważ quad jest dość specyficznym wszędołazem, mogli wybrać trasę często niedostępną dla zwykłego samochodu. Dzięki temu mogli zwiedzić trudno dostępne miejsca, jednak bardzo urokliwe - często zapomniane, porzucone, rzadko odwiedzane. Już przy układaniu trasy, korzystając z ogólnie dostępnych map turystycznych wiedzieli, że wyprawa będzie bardzo ciekawa.
Przygotowania do wyjazdu rozpoczęli już kilka tygodni wcześniej od wyznaczenia trasy przejazdu. Ponieważ quad jest dość specyficznym wszędołazem, mogli wybrać trasę często niedostępną dla zwykłego samochodu. Dzięki temu mogli zwiedzić trudno dostępne miejsca, jednak bardzo urokliwe - często zapomniane, porzucone, rzadko odwiedzane. Już przy układaniu trasy, korzystając z ogólnie dostępnych map turystycznych wiedzieli, że wyprawa będzie bardzo ciekawa.
Cel - kwatera Hitlera
Wystartowali z Olsztyna w godzinach porannych. Niestety lub na szczęście odrobinę padało. Z jednej strony dobrze, ponieważ jadąc drogą gruntową nie podnosił się duży kurz, z drugiej zaś źle, ponieważ ubrania, nawet wodoodporne, w końcu przemokną. Pierwszym miejscem, jakie odwiedzili był cmentarz żołnierzy pruskich nieopodal wioski Zerbuń w gminie Jeziorany. Podczas pierwszej wojny światowej w rejonie Czerwonka-Żerbuń-Biesowo rozegrała się duża bitwa pomiędzy żołnierzami niemieckimi, a rosyjskimi. Następny przystanek to urokliwe miasteczko Reszel i znajdujący się w nim zamek biskupi z 1350 roku. Po krótkim zwiedzaniu i przerwie na posiłek ruszyli w stronę Kętrzyna. W tym mieście są dwa duże ciekawe obiekty: bazylika mniejsza, będąca najlepiej zachowanym kościołem obronnym na Mazurach oraz zamek krzyżacki. Później, odwiedzili jeszcze kompleks bunkrów tajnej kwatery Hitlera, jednak zaczęli od należącego do niego lotniska w Wilamowie. Z lotniska ruszyli zwiedzać ukryte w lesie bunkry. Ciekawym elementem dojazdu do bunkrów była droga prowadząca z lotniska do kwatery Hitlera, łącząca bezpośrednio oba te obiekty. Droga jest brukowana, prowadzi przez las i nad jeziorem. Po brzegach drogi można zauważyć pozostałości murowanych strażnic. Z Wilczego Szańca pojechali dalej - w kierunku bazy noclegowej, podziwiając po drodze mazurskie widoki na największe w Polsce jeziora. Latem dzień jest dłuższy, dlatego po zakwaterowaniu w ośrodku cała ekipa postanowiła wyruszyć jeszcze tego samego dnia zwiedzić okoliczne atrakcje historyczne. Zobaczyli kilka śluz na kanale mazurskim oraz prześliczny port w Węgorzewie. Dzień pierwszy nawigacja podsumowała 224 przejechanymi kilometrami.
Cerkiew w Wojnowie
Drugiego dnia pojawił się problem, bo czekała ich przeprawa promem. Prom kursuje do godziny 17:50, a sporo trasy i zwiedzania mieli zaplanowane po drodze. Na pierwszy cel obrali sobie bunkry w Mamerkach z drugiej wojny światowej, jednak nastawiając się na zwiedzanie tych najmniej uczęszczanych - ukrytych w lesie. Tu pojawił się problem pozostawienia pojazdów bez opieki, bo większość tego terenu jest zamknięta dla ruchu pojazdów samochodowych i w te najciekawsze miejsca trzeba było chodzić pieszo. Stąd pojechali do Kruklanek, przeprawiając się przez most sztynorcki. Po drodze zaczepiają jeszcze o dwór we wsi Okowizna. Majątek ten jest bardzo urokliwy, można w nim znaleźć elementy kilku epok - drugiej wojny światowej i późniejszych czasów PRL-u. Następnie nieopodal Kruklanek ciekawym miejscem do odwiedzenia są ruiny mostu kolejowego, który był niegdyś największym tego typu obiektem na Mazurach. Po drodze zajeżdżają na cmentarz wojenny nieopodal wsi Paprotki, skąd szybko zmierzają w kierunku przeprawy promowej przez jezioro Mikołajskie. Udaje się im dojechać na godzinę przed zakończeniem pracy promu. Jednak w kolejce czekało kilka samochodów, a na prom mogą wjechać tylko trzy auta, postanowili więc ustawić się do zdjęcia i objechać prom. Ostatecznie część uczestników pojechała objazdem.
Ci, którzy przepłynęli promem ruszyli dalej, przecinając rezerwat konika polskiego w kierunku Rucianego Nidy. Przejazd przez rezerwat jest możliwy tylko jedną drogą, a ograniczenie prędkości pozwala spokojnie przyjrzeć się parkowi. Park okazał się tak urokliwym miejscem, że uczestnicy wyjazdu postanowili zatrzymać się na przerwę obiadową w jednym z dwóch możliwych legalnych miejsc postoju w całym parku. Znalazł się też czas na chwilę medytacji. Po odpoczynku ruszyli w stronę bazy noclegowej, zatrzymując się jedynie przy drewnianej cerkwi we wsi Wojnowo. W bazie noclegowej czekała już reszta MotoBraciowej ekipy, dojechali motocykliści i wspólnie przy ognisku spędzili wieczór. Tym razem nawigacja GPS zarejestrowała 145 przejechanych kilometrów.
Zostawić stres na torze
Ostatni dzień wycieczkowicze rozpoczęli trochę później niż poprzednie, ponieważ zaplanowana trasa była krótsza, a i atrakcji po drodze było mniej. Pierwszą z nich była śluza w lesie nieopodal Spychowa. Tu okazało się, że przez śluzę nie ma przejazdu i nie łączy ona obu brzegów rzeki, dlatego uczestnicy musieli zrobić objazd przez Spychowo. Drugim niezwykle ciekawym miejscem tego dnia była nieczynna od 1989 roku kopalnia kruszywa. Wydobywano w niej „szare złoto” - tak mówiono na ten materiał. Na potrzeby kopalni wybudowano nawet stację kolejową z bocznicą załadunkową. Dziś tory kolejowe są nieczynne, a o świetności tego miejsca przypomina opuszczona stacja i popeerelowskie budynki. Na skraju kopalni znalazło się też miejsce na trochę odstresowania podczas jazdy po znajdującym się tam torze off-rodowym. W drodze powrotnej wycieczka zatrzymała się jeszcze na tamie w lesie nieopodal wsi Nerwik. Tym razem nawigacja zapisała ponad 90 kilometrów trasy. Wszyscy wrócili cało i bezpiecznie do swoich domów.
Łącznie wyjazd objął niemal 500 kilometrów jazdy po krainie wielkich jezior mazurskich. Uczestnicy spędzili na swoich pojazdach łącznie około 27 godzin. Średnia prędkość ruchu wyliczona przez urządzenie GPS podczas całego wyjazdu to nie całe 29 km/h, a maksymalna zarejestrowana nie przekroczyła 70 km/h. Jak widać mazury to nie tylko kraina wielkich jezior ale i również kraina bardzo bogata historycznie. Miejsc wartych odwiedzenia jest bardzo wiele, widoki prześliczne i bez znaczenia jakim pojazdem się poruszamy.
Bartek Fabiszewski
Prezes grupy MotoBracia
Na mapie oznaczyliśmy najważniejsze punkty ich trasy
Prezes grupy MotoBracia
Na mapie oznaczyliśmy najważniejsze punkty ich trasy
Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
Zaloguj się lub wejdź przez
jarek72polska #700414 | 88.78.*.* 6 cze 2012 18:03
mozna od was dostac szczgulowa mape tej trasy?:)
odpowiedz na ten komentarz
Warmiak #584486 | 82.139.*.* 3 mar 2012 19:45
Łachudry a na rower a nie quadami rozjeżdżać piękno natury .
Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz
Marszczak #515197 | 143.166.*.* 16 sty 2012 11:17
A można prosić o mapkę?
odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)
EŁK #469352 | 88.156.*.* 7 gru 2011 20:06
Spoko wyprawa,pozdrawiam
odpowiedz na ten komentarz
archi #399824 | 87.207.*.* 4 paź 2011 22:28
Pod ścianę bezmuzgów, do wora i na śmietnik. Gołymi rękoma bym zatłukł tego śmiecia co zabił żonę mojego kolegi
Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)