Kiedyś skakało się nad Niegocinem

2026-02-01 22:31:18(ost. akt: 2026-02-09 08:44:11)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

6 metrów. To na razie najdłuższy skok tegorocznej zimy na odremontowanej skoczni w Miłomłynie. Kiedyś takich skoczni, i to większych, na terenie dzisiejszego warmińsko-mazurskiego było kilka i skakano na nich znacznie dalej.
Zacznijmy jednak od skoczni, które kiedyś u na były, ale zniszczył je wiatr historii czy czasami po prostu wandale.

Fanom skoków narciarskich to nazwisko nie powinno być obce. Apoloniusz Tajner to znany trener narciarski. Był głównym trenerem reprezentacji Polski w skokach narciarskich w latach 1999–2004, prowadząc Adama Małysza do największych sukcesów. Od 2006 do 2022 roku sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

Jego syn jest rekordzistą skoczni w na Krzyżowej Górze w Lidzbarku Warmińskim, która istniała tam w latach 90. ubiegłego wieku. Tomisław Tajner w 1996 roku skoczył tam na odległość 35 metrów.
Złe czasy dla lidzbarskiej Krzyżowej Góry nastały, gdy radni miejscy postanowili ją sprzedać, oddać w użytkowanie wieczyste lub wydzierżawić. Uchwała została przegłosowana pod koniec lat 90 i góra ze skocznią narciarską, torem saneczkowym o długości 450 metrów oraz dwa wyciągi narciarskie z czterema trasami zjazdowymi trafiła w prywatne ręce.

Niestety od wielu lat lidzbarski stok stoi pusty. Skocznię zamknięto w 2005 roku.

Wcześniej powstała i wcześniej przestała istnieć skocznia na Pięknej Górze w Gołdapi. Oddano ją do użytku w 1964 roku, a pierwszy konkurs skoków odbył się podczas VI Pucharu Nizin w lutym1964 roku.
Rekordowy skok oddano na niej na odległość 41,5 metra. Zamknięto ją w 1988 roku.

Jeszcze przed II wojną postały skocznie w podgiżyckich Wilkasach i Rudziskach Pasymskich. W tych pierwszych skocznię zbudowano na skarpie nad jeziorem Niegocin. Drewniana konstrukcja wznosiła się ok. 40 metrów nad poziomem jeziora, umożliwiając skoki na odległość do 30 metrów. Zdarzało się, że skoczkowie po oddaniu skoku lądowali na zamarzniętym Niegocinie.

Skocznia po II wojny światowej stopniowo popadała w ruinę i została ostatecznie rozebrana. Dziś przypominają o niej jedynie stare fotografie i lokalne opowieści. A w tym miejscu mieści się dziś ośrodek wypoczynkowo-konferencyjny Resort Niegocin.

Powojnia nie przetrwała też skocznia w Rudziskach. Kiedy po wojnie została zniszczona, okoliczni mieszkańcy wybudowali tam prowizoryczny obiekt. — Tu z boku były jeszcze fragmenty schodków do dawnej skoczni. W tym miejscu sami wybudowaliśmy mniejszą. Skakaliśmy w 5-6 osób. Więcej nie, bo nie każdy się odważył. Ja byłem akurat najmłodszym, który nie bał się zjechać ze skoczni. Ale bezpieczne to nie było. Zdarzały się upadki. W brzózkę kiedyś przywaliłem, ale chyba twardy byłem, bo nic poważnego mi się nie stało — wspominał po latach na łamach Gazety Olsztyńskiej jeden z mieszkańców Pasymia. Można na niej było oddawać nawet 20. metrowe skoki ( na zdjęciu głównym skok w Rudziskach Pasymskich, lat 60. XX wieku).

I tak dotarliśmy do Miłomłyna koło Ostródy, gdzie po wojnie funkcjonowała skocznia, gdzie można było skakać tak daleko, jak w Pasymiu. Na fali "małyszomanii" młodzi chłopcy powrócili tam do skakania na nartach. Najdłuższy zanotowany skok oddano na odległość ponad 10 metrów.

Potem skocznia podupadła. I została odnowiona na przełomie 2025/2026 roku.
— Zakończyliśmy przebudowę skoczni narciarskiej w Miłomłynie! Parametry obiektu: K7 HS8 Rekord: 9,5m. Długość najazdu: 20 metrów. Wysokość progu: 0,4 metra. Sskocznia jest całoroczna i posiada 2 belki startowe — czytamy na stronie Skocznia Narciarska Warmówka na Tik Toku.

Warto na koniec wspomnieć o Polskim Związku Amatorskich Skoków Narciarskich. To grupa pasjonatów, którzy projektują i budują skocznie amatorskie w całej Polsce i chcą ratować dyscyplinę jaką są skoki narciarskie.

oprac. Igor Hrywna