Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Małga: To były dni 
walki o przetrwanie



Małga: To były dni 
walki o przetrwanie



Autor zdjęcia: Jerzy Grala

— Ich trupy jeszcze leżały pod śniegiem. Dopiero, gdy mróz zelżał, można było ich pochować — tak zapamiętała 1945 rok 84 - letnia Marta Sienkiewicz, Niemka z nieistniejącej wsi Małga koło Nidzicy.



W roku 1945 Marta Sienkiewicz, z domu Mack, z matką i pięciorgiem rodzeństwa, mieszkała na kolonii, przy samej drodze w Małej Małdze. Ojciec był na froncie. Gdy 19 stycznia do Nidzicy zbliżały się wojska sowieckie, jej rodzina nie uciekła, bo szkoda im było koni, krów, domu.

Zima była wtedy śnieżna, trzaskający mróz, więc trudno było pakować wozy, zabierać szóstkę dzieci i uciekać. — Co prawda, ojciec pisał z frontu, żebyśmy uciekali, ale moja mama pamiętała, jak podczas I wojny światowej weszło wojsko carskie i cywile nie ucierpieli — wspomina pani Marta.

Myślała, że i teraz tak będzie. Niestety, pomyliła się. Tym razem był to dzień grozy, który młodziutka wówczas dziewczyna zapamiętała do dzisiaj.
— 19 stycznia 1945 roku razem z rodziną uciekliśmy do sąsiadów, którzy mieszkali w lesie — opowiada Marta Sienkiewicz. Zabrali ze sobą na wóz tylko najpotrzebniejsze rzeczy i trochę jedzenia. Wierzyli, że nikt nie znajdzie domu państwa Domników, ukrytego w lesie.

Po południu 20 stycznia do sąsiadów, u których się ukrywali, przyszli Rosjanie. Była to pierwsza grupa żołnierzy sowieckich. — Oni nic nam nie zrobili, pośpiewali, najedli się i odeszli — opowiada Marta Sienkiewicz. Tydzień później, było podobnie. Żołnierze zabrali mięso, konie, wszystko, co najlepsze. — Zaczęła się walka o przetrwanie. Nie było jedzenia. Towarzyszył nam ciągle strach — wspomina.

Udało się przeżyć w miarę bezpiecznie do marca, kiedy powstały wojskowe komendantury, wyłapujące młodych, których wywożono na roboty. 5 marca w domu w lesie pojawiła się kolejna grupa Rosjan. — Z siostrami schowałyśmy się do piwnicy, siedziałyśmy cicho. Nagle usłyszałyśmy strzały. Kule wpadały prosto do piwnicy. Zaczęłyśmy krzyczeć ze strachu — mówi. Wówczas żołnierze podnieśli klapę, wyciągnęli ukryte w niej dziewczyny i odtransportowali do Małgi, w której było już dużo ludzi.

Stamtąd wszystkich poprowadzili przez Rekownicę, Jedwabno do Jabłonki.
 Pani Marcie udało się wrócić do domu, bo powiedziała komendantce, że ma troje dzieci. Aby ukryć się przed jeżdżącymi samochodami rosyjskimi, pani Marta szła przez lasy i jezioro Omulew, skute lodem. Bezpiecznie dotarła do Małgi. I dopiero wtedy zobaczyła, że wszystkich mieszkańców zabito. — Ich trupy jeszcze leżały pod śniegiem. Dopiero, gdy mróz zelżał, można było ich pochować — wspomina.

W Małdze pozostała grupa ocalałych Mazurów. W 1947 roku we wsi osiedlono 24 rodziny ukraińskie, deportowane tam w ramach przymusowej Akcji "Wisła". Na początku lat 50 wieś przestała istnieć. Mieszkańców wysiedlono. Wieś pochłonął poligon wojskowy Muszaki.

Halina Rozalska


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@mojemazury.pl.

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. wnuczka przesiedleńców #1393167 | 46.215.*.* 10 maj 2014 15:14

    Przesiedlili rodziny ukraińskie???? Jakie ukraińskie, przecież to byli Polacy. Pani Redaktor - wstyd! Temat ważny a notatka jak z zeszytu gimnazjalisty.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)